poniedziałek, 31 maja 2010

Why? Why? Why?!

Zdecydowanie... chyba w poprzednim wcieleniu nieźle narozrabiałam, bo w tym definitywnie mnie pokarano.

Otóż mam kilka mniej lub bardziej upierdliwych cech charakteru, ale zwykle są one dokuczliwe dla innych, a nie dla mnie osobiście.

Za to wrodzona upartość w połączeniu ze skłonnościami do masochizmu i lekką nutką perfekcjonizmu (który objawia się w najmniej odpowiednich momentach) doprowadzają mnie kilka razy w tygodniu do stanu agonalnego... po ćwiczeniach.
Tu nie znam umiaru.
A dzisiaj po wyjściu z siłowni byłam przekonana, że ktoś ukradł mi z samochodu... wspomaganie kierownicy, serio!
Nawet ledwo stukam w klawiaturę... tradycyjnie przesadziłam...

Na to chyba nie ma lekarstwa:)

niedziela, 30 maja 2010

Weekendowo!

Czy odpoczęłam?
Mowy nie ma... nie było czasu:)

Za to obejrzałam "Prince of Persia". Czadowy. A te walory estetyczne... bezcenne.

A zatem podsumowanie - impreza, alkohol, impreza, shopping, kino, impreza.

Jak zwykle weekend był udany.

A dzisiaj pełna kultura. Lektura, "Dzień Świstaka" w tv (uwielbiam ten film) i popołudnie w domu. Idealne popołudnie.

piątek, 28 maja 2010

Znowu piątek, tygodnia koniec i początek, a dzisiaj jest pełnia i każde życzenie się spełnia:):):)

Oficjalnie zaczęłam piątkowe popołudnie, które po lekcji tenisa płynnie zmieni się w piątkowy wieczór.
A wtedy... wbijam się w imprezowe ciuszki i ruszam z moimi przyjaciółmi w miasto.

Co jest mi potrzebne do szczęścia?

Gorące latynoskie rytmy i zimny desperados z limonką:)
Nikt i nic tego nie przebije:)

Miłego wieczoru:)

czwartek, 27 maja 2010

Rewolucja... a może ewolucja?

Postanowiłam zostać "damską szowinistyczną świnią". Taki jest plan:).
A co?
Nie można?!
W końcu mamy równouprawnienie.
Ja tak ogólnie do tej pory byłam "damską szowinistyczną świnią", ale taką ukrytą, a teraz kryć się nie mam zamiaru.
A natchnienie przyszło, kiedy dzisiaj podczas zajęć aerobiku tradycyjnie banda facetów gapiła się na nasze pupy (znaczy ćwiczących dziewczyn:)).
Wychodząc przeszłam bardzo wolno przez siłownię (żeby przejść z sali ćwiczeń do szatni trzeba przejść przez siłownię, która jest - wiadomo - zdominowana przez testosteron) oglądając uważnie zgromadzoną tam męską część klubowiczów. I mam nadzieję, że któryś z nich, chociaż przez moment poczuł się chociaż trochę przedmiotowo...
Aczkolwiek może nie zauważyli mojego szowinizmu skupiając uwagę na moich... obcisłych trykotach...

:)

środa, 26 maja 2010

Dialogi Rodzinne

Wprowadzenie: poranek w środku tygodnia. Pora tak wczesna, że samo jej wspomnienie wywołuje ciarki na plecach.
Osoby: Mama i ja (w końcu Dzień Matki dzisiaj)
Przedmioty (kluczowe): telefon komórkowy

Umieram przy śniadaniu, a tu nagle słyszę dźwięk smsa.
Ja: Kogo Bóg opuścił?
Mama: Faktycznie, bardzo wcześnie jest...

Odpisałam na wiadomość, za chwilę przyszła kolejna, znowu odpisałam i ponownie nadeszła odpowiedź, która mnie już odrobinę wkurzyła...

Ja (do telefonu): No czego jeszcze (po przeczytaniu smsa), tak, oczywiście... No nie... ja tam się zaraz do niego przejdę... Na górę...
Mama (z zupełnie zdziwioną miną): A z kim ty właściwie smsujesz?
Ja: Jak to z kim? Z Szanownym Bratem T.

Bo czasami pokonanie takiej bariery jak schody to dla nas zbyt dużo:)

wtorek, 25 maja 2010

Dopadł mnie dekadencki nastrój

Jak w tytule, plus jestem zmęczona po super, hiper, ekstremalnie ważnej pracy, którą dzisiaj wykonywałam.

Mam dużo pracy.

Z ogłoszeń parafialnych zostałam poproszona jako osoba towarzysząca na wesele... w czeRwcu, jak Pan Bóg przykazał. Coby proszący nie wstydził się mnie przed przyjaciółmi, a wystarczy, że zacznę coś opowiadać, toż to chociaż będę reprezentacyjna i w jakąś ładną kieckę się wbiję:)

Na prośbę Mistrzyni Ciętej Riposty wróciłam tymczasowo do jaśniejszej wersji kolorystycznej, ale już niedługo muszę jakąś rewolucję przygotować. Czekam na wenę. Inspirację. I pomoc techniczną. Chętni proszę o zgłaszanie się do mnie. W ramach wolontariatu oczywiście.

A teraz idę oglądać samoloty, może gdzieś po drodze złapię natchnienie (albo pomoc techniczną:))

niedziela, 23 maja 2010

Dialogi z życia wzięte...

Byłam na imprezie z okazji 18-tych urodzin mojej kuzynki.

Pełna optymizmu wkroczyłam do klubu... Hmm po kilku minutach okazało się, że jednak istnieje pewna... jakby to określić delikatnie... przepaść... pomiędzy imprezami, na których bywam, a imprezami typu "18-tka"...
Ale to akurat jest sprawą drugorzędną, bo przytrafił mi się taki dialog -

Wprowadzenie: siedzę przy stoliku ze znajomymi mojej kuzynki. Ponieważ nastała taka krępująca cisza postanowiłam (jako osoba starsza, bardziej doświadczona w towarzyskich kontaktach) zagadać...

ja: hmm... jesteście z Jubilatką znajomymi ze szkoły?
Znajomy Jubilatki: Tak, chodzimy do jednej klasy...
ja: taaa...
(znowu nastała ta krępująca cisza, a zatem postanowiłam drążyć temat)
ja: A jutro nie macie szkoły, jeśli na taką imprezę przyszliście?
Znajomy Jubilatki: Nie no... Mamy... Normalnie...
ja: Acha...
Znajomy Jubilatki: A ty jutro nie idziesz do szkoły?
ja (tłumiąc wybuch śmiechu): Nie... ja jutro NIE IDĘ do szkoły:):):)

hahahahahahahahahaha:)

List do Ciebie, Czytelniku

Drogi Czytelniku,

dziękuję, że jesteś.

Dziękuję, że pojawiasz się w moim życiu, że znosisz moje dziwne nastroje, że wybaczasz mi moje błędy, że pomagasz mi w trudnych chwilach, że jesteś przy mnie gdy Ciebie potrzebuję.

Często stawiam sobie różne zarzuty.
Leżę wieczorem wpatrzona w okno i zastanawiam się nad minionym dniem. Zawsze znajdę coś z czego nie jestem zadowolona, moment, w którym mogłam postąpić inaczej, kiedy moje postępowanie zadecydowało o rozwoju sytuacji...
Niczego nie żałuję, ale wiem jaka jestem czasami trudna do zniesienia.

Przepraszam za wszystko i dziękuję za twoją obecność, mój drogi Czytelniku.

Z poważaniem,

Panna Pensjonarka,
z natury wybitnie męcząca swym szalenie skomplikowanym charakterem, ale nieustannie nad nim pracująca (czyt. wiedźma:)).

Wszystko co dobre szybko się kończy...

A bajzel zwany "dni otwarte" też dobiegł końca. 18 postów specjalnych, około 40 komentarzy, daliście radę, takiej dynamiki mój blog jeszcze nigdy nie przeżywał.
Mogliście się troszkę wyżyć, kto czuje niedosyt... spokojnie, myślę, że może to być cykliczna zabawa:)
Za wszystkie posty dziękuję, były wspaniałe, wzbudziły niezłe kontrowersje, poza tym myślę, że wszyscy się nieźle bawiliśmy (Ci, którzy tylko czytali myślę, że też:)).

A teraz wracam do moich wypocin, bo w końcu ja tu rządzę:)!

sobota, 22 maja 2010

piątek, 21 maja 2010

Rozmówki damskie

O czym mogą rozmawiać dwie kobiety ? O mężczyznach oczywiście. Zwłaszcza w sezonie wesel i innych atrakcji. A jak się mieszka na Powiślu to i ktoś do noszenia worków by się przydał.
Specjalnie dla wielbicieli poczucia humoru Pensjonarki:
ja: (...) przeglądałam listy gończe i wiesz, to całkiem przystojni chłopcy.
Pensjonarka: wiedziałam, że lubisz wyzwanie, ale tych facetów naprawdę trudno znaleźć:):):)

czwartek, 20 maja 2010

Nie z tego świata...

Chociaż zostałem zmuszony sytuacją do wpisu, ale nikt nie powiedział, że muszę napisać coś konkretnego... Zwłaszcza po 8 godzinach pracy... Lecz oto piszę - NOTHING!
To rzekłem Ja, władca Krańców świata, Oblubieniec bogów północy, ucho ludu, kawaler z serca łaski i ducha dobroci, rycerz niepokonany w swych zasadach utwierdzony, obrońca prawdy i nadzieja przyszłości, mocą przez siły wyższe mi nadaną głoszę ponadto - idę odpoczywać. (do następnego razu!)

Komunikat oficjalny

Jak się okazuje sprawa powodziowo-zalewowa jest poważniejsza niż z początku sądzono.

Tak, martwię się o całą moją rodzinę, przyjaciół i znajomych.

Tak, wiem, że wszyscy panikują, ale ja się po prostu martwię...

Kończę te bzdury, idę zbierać worki z piaskiem, w razie czego wiecie gdzie mnie szukać (w okolicach wałów powodziowych lub w sztabie antykryzysowym;p)...
zawsze pomogę...

bo to wszystko... komputer

stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, klap, klap.... uważaj co robisz! - krzyczy pan Heniu zza ściany.
no co k* jak to miałem inaczej zrobić jak się k*& nie da... przez chwile myślałem, że to sen, jednak to nie może być sen... trwa od poniedziałku wiec to prawda. codzienna walka ekipy remontowej sąsiada... wiercą borują, kują... a dziś było wybitnie nerwowo,

środa, 19 maja 2010

Pastiż

Dialogi Rodzinne Anny N

Moi rodzice zamieszkują jakieś 450 km ode mnie.
Piwnica.. jak każda piwnica, jest dostępna po przebyciu jakiś 10 schodków w dół. 3 s.
ja: Mamo, sprawdź proszę czy w piwnicy, w szafie, są moje bezowe szpilki z aldo.
Mama: Hm.. wiesz co, nie mam teraz czasu.
Ja: Nie szkodzi, możesz jutro...po prostu nie wiem czy sie nie zgubiły podczas przeprowadzki a potrzebuje je na wesele.
Mama: Nie, nie.. naprawdę nie mam czasu. Moge sprawdzić.. powiedzmy w poniedziałek.
Ja: Twój pierwszy wolny termin to PONIEDZIAŁEK ??!

Są ludzie zajęci i ZAJĘCI.

Smaki dzieciństwa

Zebrało mi się na sentymentalne rozmyślania o szczęśliwym dzieciństwie. Bo Pensjonarka i ja..:
Jako dziewczęta wrażliwe na sztukę oraz historie miłosne, na balkonie rodziców pensjonarki wystawialiśmy Romea i Julię. O ile się nie mylę, Szanowny Brat P. odgrywał Romea.. na motorze? Na rowerze? Chyba miałyśmy dostępny jedynie rower ! Nie stroniliśmy także od przedsięwzięć kabaretowych, którymi katowaliśmy rodziców, z zawsze obecną sceną „zgubiłam tatusia”. Na któreś urodziny Pensjonarki wpadłam przebrana za klauna z gigantyczną kolorowa paczką, w każdym pudełku kryło się kolejne aż doszliśmy do malutkiego, chyba z jakąś biżuterią. Budowałyśmy też domek na drzewie, własnoręcznie i zwykłyśmy się kapać w lodowatym górskim strumyku. Z dzieciństwa wyniosłyśmy też upodobanie do Mela Brooksa. Czasami, przed sezonem narciarskim i otwarciem wyciągu, właziłyśmy z nartami pod górę, wyjąc w niebogłosy: „a wszystko to, bo..”. Mhm, kompromitujące upodobania muzyczne dzieciństwa, a to i tak nie najgorszy kawałek.
Każdy w dzieciństwie jadł coś dziwnego. Z pensjonarka miałyśmy takie popołudnie gdy, mając po lat chyba 12 spałaszowałyśmy: podwójna porcję obiadową, bochenek suchego chleba, 3,5 litra lodów owocowych (do dziś dlatego nie jadam pomarańczowych) i 3 litry wody mineralnej, gazowanej. Dzięki temu wygrałyśmy zakład, a w nagrodę otrzymałyśmy 30 kaktusów, naszych ulubionych lodów.
Świetne czasy. W części kolejnej będę musiała już poruszyć watek kompromitujących historii z młodości..

wtorek, 18 maja 2010

Allah-damned!

stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, klap, klap... a! uważaj, to nowy drze się Józef do jakiegoś pomniejszego majstra... "Allahdamned! która godzina?! oż! 7 rano... a u sąsiada borowanie jakby ropy w ścianach szukał

Ciemność widzę........

Zaczął się kolejny tydzień maja, co prawda już wczoraj ale to nie istotne. Istotne jest to, że po otwarciu moich prze cudnych oczu, postanowiłem je znowu zamknąć. A to dlatego, że powoli zbiera mi się już na wymioty, za oknem ciągle to samo szaro, buro i ponuro. Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć kiedy to się skończy. Depresja która się zaczęła w styczniu, już mi nie przeszkadza nauczyłem się z nią żyć, traktuje ją jak katar, leczony trwa tydzień a nie leczony siedem dni, czy jakoś tak. Ale nie tylko to zaprząta moją główkę, zastanawiam się nad konsekfencjami ciągłych opadów i braku słońca. Nie piszę tu o moich problemach, a o problemach nas wszystkich. Wszyscy zastanawiali się po powodzi w 1997 roku kiedy będzie następna, czy w rocznicę potem czy może w piątą rocznice i tak dalej i tak dalej. A tu zbliża się następna a która, wszyscy szybko liczymy i co nam wyszło 13 lat minęło od tamtej daty, czy 13 okaże się dla nas pechowa. Ja na ogół lubię 13 ale dla nie których jest ona pechowa. Ale nie patrzmy na to wszystko tylko w szarych i czarnych barwach, są i plusy takiego rozwoju wydarzeń. Każdy z nas lubi wakacje nad wodą, a jej może być już nie długo pod dostatkiem dla wszystkich. A wtedy zaczną się grille nad wodą, z tonami piasku itd. i znowu będziemy jak dzieci, które bawią się łopatkami i piaskiem, tylko cel zabawy będzie trochę inny. Choć chyba nikt nie chce takiej zabawy, takiej wymuszonej.

poniedziałek, 17 maja 2010

z klasyków:
była tępa jak siekiera do rąbania cukru - Żeromski
gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy - Kabaret Starszych Panów

Wandalizmów ciąg dalszy

Należę do osób które przesyłki kurierskie odbierają w piekarniach. Czytam regularnie absurdalne historie pensjonarki. I mimo wszystko ulubiony barman zdołał mnie zaskoczyć mówiąc: …: wczoraj wymyśliłem nowy koktajl na bazie whisky z fantastyczną molekularną pianką alkoholową o smaku pomarańczowym. Możecie myśleć że to żarty.. sama czułam się jak w ukrytej kamerze, a tymczasem molekularna kuchnia istnieje i ma się całkiem dobrze. ŹRÓDŁO
Tymczasem, szybkie porady ze stolicy:

Po świetnym Robin Hoodzie, obejrzeć Robin Hood faceci w rajtuzach. Nic tak nie pomaga patetycznemu R.Crow jak odrobina Mela Brooksa.

W przypadku przejmującego ataku smutku, należy czym prędzej udać się do sauny a następnie pić zimne piwo. Prawdopodobnie już z pierwszym łykiem, poczujemy istna ekstazę. Zalecane: nie oglądać później filmów w języku którego się nie rozumie nawet na trzeźwo.

Jak coś robisz, rób to spektakularnie. Zamiast mówić: skręć w drugą w prawo, pierwszy blok po lewej, mów: skręć w tą ulicę w prawo, która skręca pod kątem 45 stopni. Następnie 20 m prosto.. nie, zaraz, poczekaj, 40 m prosto.

Nie mów do kobiety: to żółte. Do dwóch kobiet tym bardziej.

I żadnego dnia bez kreski, interpretacja dowolna !

moc twórcza i niemoc intelektualna w jednym spały domku...

weekend mija...

piątek: telefon->euforia, wyjście-piwo->euforia, żółty wehikuł jadący do miasta->euforia, pracownia->maniana->euforia...

sobota rano: zakrzywienie czasoprzestrzenne miedzy pokojem a kuchnią->czuje że żyje...
po drodze, kawie, kanapce i jajecznicy coś mi zaświtało, że mogę komuś coś gdzieś popisać. Przeszukując odmęty lekko ulotnej pamięci dnia poprzedniego, gdzieś pod stertą sam nie wiem czego znalazłem słowa Agi... mogę pisać!!! siadam, gmeram, szukam ale nie adresu tylko czegokolwiek do dodania czegokolwiek :) i niestety nie znalazłem... naprędce napisałem mejla przyznając się do niesprawności intelektualnej [przy najmniej wtedy ta myślałem] i marudzę, że pisać nie mogę... |i tu pytanie: dlaczego tak późno pozwoliłaś mi popsuć twojego bloga?|
koniec soboty pora na jakiś lekki film bo coś innego raczej nie dotrze do mnie, wybrałem "Czas apokalipsy" [mówiłem, że lekki?]

niedziela upłynęła pod znakiem "O!":
pierwsze oznakowane "O!" obudziłem się na kanapie jak zasnąłem na filmie [pod kocykiem na wymiar]... z każdą godziną "O!" przybywało.. a to że nie miałem nic na śniadanie, w sklepie okazało się ze nie mam gotówki bo portfel na górze... no nic wybyłem z domu i skierowałem się w stronę końca świata[czyt. kozanowa]. godziny mijały błog"O!", aż trzeba było zebrać się do Siechnic... na przystanku patrze na rozkład i jedyna myśl jaka mi przebiegła przez głowę to: <<"O!" proszę pani... uciekł mi autobus 10 minut temu.... "O!" proszę pani następny za 40 minut">> ... dobrze że galera blisko to poszedłem na kawę...

później już nie działo się nic ciekawego...
"O!" koniec :)

niedziela, 16 maja 2010

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie:)?

Coś po piątkowych szaleństwach cicho się zrobiło, ale myślę, że jest to cisza przed burzą...

Ja przeżyłam weekend, a to już sukces.
Wczoraj było wspaniale i aktywnie (aczkolwiek trochę zimno), a dzisiaj pogoda zapewniła mi doskonałe alibi do wylegiwania się na kanapie do góry pupą, czyli do praktykowania tzw. LB*

Popołudnie było doskonałe. Spędziłam je ze wspaniałym mężczyzną. Mężczyzną, w którym kocham się od 6 roku życia (i niech mi ktoś powie, że nie jestem stała w uczuciach...). Ten mężczyzna to dr Indiana Jones i dorównać mu może jedynie kapitan pilot Han Solo (doprawdy zastanawiające jest to, że dwóch moich "facetów idealnych" ma tę samą twarz, dosłownie:))

tymczasem miłego wieczoru, ja wracam do całodziennych zajęć własnych:)

*"leżenie bykiem"

piątek, 14 maja 2010

Można wszystko...

Jak można pisać wszystko, co tylko się chce, to ja na pewno skorzystam. Chyba nie był bym sobą, gdybym taką okazje zmarnował. Po lekturze w postaci bloga panny pensjonarki, sam się zastanawiałem czy by czegoś takiego nie rozpocząć, ale chyba nie dał bym rady.
Może zacznę od autoreklamy własnej osoby, a potem napisze od kiedy znam pensjonarkę.
A więc, jestem przystojny, zabawny, inteligentny, skromny itd. nie będę wymieniał wszystkich swoich zalet, bo by zabrakło miejsca :) A co do wad, to bym jeszcze więcej miejsca potrzebował, niż na zalety, więc je ominiemy :)
Pensjonarkę znam krócej od pozostałych współtwórców, ale wystarczająco dobrze, żeby móc powiedzieć, że jest bombową dziewczyną, z masą energii życiowej i szalonych pomysłów.
I jedno mnie dziwi i to bardzo, jak tak superowa dziewczyna uchroniła się przed ''cyrkiem'' w postaci małżeństwa, . Czy jest aż tak inteligenta i w d.... ma taką instytucje, czy może jest bardzo wymagająca, w sumie to nie wiem jak to nazwać. Jak to opisać.
I może to wystarczy jak na pierwszy wpis.
Przepraszam za błędy inter punkcyjne i ortograficzne (choć tych powinno być nie wiele bo są poprawiane).

Jak ryba w wodzie

Jakiż to wspaniały blog na którym autor zachęca do zwierzeń, autoreklamy, głupich komentarzy i żartów. Poczułam się jak ryba w wodzie ! Zwłaszcza że komentarze moga być głupie.
Do wszystkich, którzy mnie jeszcze nie poznali: pojawiam się na blogu Pensjonarki pod tajemniczym pseudonimem „Moja Najlepsza Przyjaciółka”. Tak naprawdę to jest jeszcze lepiej, bo czasami dostępuję zaszczytu bycia siostrzyczką. Znamy się od urodzenia. Po tylu latach Pensjonarka chyba dalej mnie lubi, co wpisuję w rubryce moich życiowych osiągnięć.

Parę słów o mnie.
Jestem uzależniona od prawa, nie ma się co wypierać, pasje bywają różne, mi się taka trafiła. Nic dziwnego że Pensjonarka miewa czasami np. dzień przerwy w pisaniu- biedne dziewczę wysłuchuje moich monologów.. Ostatnio ma nawet gorzej, bo została moim bezpłatnym numerem. Jedyne co ją ratuje, to że jednym z pięciu.
Chwilowo przebywam w stolicy.
Od pewnego czasu przeżywam prawdziwy renesans, za co serdecznie w tym miejscu dziękuję Pensjonarce. Pomocna dłoń i rada, zwłaszcza w postaci: no zawsze to mówiłam oraz moja siostrzyczka wreszcie dorasta sprawiły cuda. Dojrzewanie dojrzewaniem, ale i tak w kanonie ulubionych filmów będzie widnieć „Nie zadzieraj z fryzjerem” i wszystko Tarantino, Nabokov i Kundera nie zostaną usunięci z piedestału mimo delikatnie rzecz biorąc swawolnego tonu książek a w ramach popołudniowych rozrywek nauczyłam się wiązać Hidżab.

Plany na przyszłość ? Wspaniałe.

Plany na najbliższy tydzień?
Nieźle tu poszaleję. Ciekawe ile Pensjonarka będzie sprzątać ten kącik po różnych interwencjach. Ogólnie, jej śmiały krok aż chce się porównać do okrzyku z ostatniego hitu w sferze efektów: realese the Kraken .
Aż się boję kogo wyśle za nami w pogoń..zwłaszcza za ten Hidżab.

Bajka na całe życie

Za górami, za lasami, za siedmioma górami żyła sobie piękna księżniczka imieniem Agnieszka. Zakochała się ona w królewiczu, ale on - niestety - był frajerem. Kiedy królewna powiedziała mu o swoich uczuciach, on odpowiedział: Nie jestem gotowy na ślub.
I królewna Agnieszka żyła długo i szczęśliwie bez: prania, gotowania, sprzątania, podawania piwa i wysłuchiwania narzekań; robiła co chciała, imprezowała z kim chciała, sypiała z kimś chciała. Zarabiała i wszystko wydawała na siebie - była szczęśliwą i spełnioną kobietą! Koniec

Problem w tym, że nam nikt nie opowiadał takich bajek. Za to wsadzili nas w gówno po uszy z tym cholernym księciem z bajki.


czwartek, 13 maja 2010

Wyzwanie to pisanie!

Uwaga, uwaga:)

Ogłaszam wszem i wobec, dla wszystkich ciekawskich i zupełnie niezainteresowanych, trochę się denerwuję...
a zatem...
dzisiaj jest 13,
ja jestem po pewnej ilości wina na odwagę...



"DNI OTWARTE MOJEGO BLOGA"

czas zacząć.


Wyzywam Was - na gry słowne,
na zwierzenia,
na żarty,
na głupie komentarze
i autoreklamę,
i wszystko co tylko chcecie.


Od dzisiaj przez 1 tydzień mój blog jest OTWARTY dla czytelników,
piszcie co chcecie,
róbcie co chcecie,
od dzisiaj Wy decydujecie o czym pisać:)

Tydzień wyzwań,
tydzień spontanicznego podejścia do życia,
tydzień absurdu i tydzień poczucia humoru każdego z nas:)

Zapraszam do Szaleństw z Pensjonarką!

środa, 12 maja 2010

Niczym Kopciuszek...

Wracam do domu przed północą... i to w środku tygodnia:)
Zdecydowanie dzień należał do intensywniejszych i był bardzo długi...
Ale jest super.
Czuję już lato w powietrzu i planuję. Lato w mieście, lato nad jeziorem,a po drodze MŚ w piłce nożnej, zimne piwo na Rynku, poranny jogging i kilka dobrych książek.
Bo najlepiej jest spędzać czas z kimś kogo się kocha najbardziej (czyli z samym sobą)*

I wbrew temu co wcześniej napisałam, dzisiaj niechcący, prawie zarezerwowałam salę na przyjęcie weselne w przyszłym roku (na szczęście "prawie" robi różnicę).
Bo to miał być zakład.
Która pierwsza znajdzie męża ta będzie miała salę.
Taki specyficzny wyścig.
Dobrze, że mnie nie poniosło tym razem:)



*by A.M.K.

wtorek, 11 maja 2010

Dialogi Rodzinne

Wprowadzenie: moja Mama właśnie czyta książkę "P.S. Kocham Cię"
Osoby: moja Mama, ja.
Miejsce: pokój dzienny w domu moich Rodziców.

Mama: A wiesz, że autorka "P.S. Kocham Cię" miała 25 lat jak napisała tę książkę?
Ja: Co masz do mnie?
Mama: Nic, po prostu stwierdzam fakt.
Ja: Ale chodzi o to, że ona miała męża?
Mama: Nie, po prostu uświadomiłam sobie, że w tym wieku można coś napisać, może ty też coś napiszesz?
Ja: Przecież ciągle coś piszę... Pracę dyplomową ostatnio napisałam, bloga piszę...
Mama: Ale może w końcu na tym coś zarobisz.
Ja: Hę? Ja czekam aż mnie odkryją.


Oburzające, prawda:)?

niedziela, 9 maja 2010

Spiskowe teorie dziejów... z przymrużeniem oka, czyli sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga, a zobaczysz to.. co chcesz widzieć

Jestem wybitnie wrażliwa na teorie spiskowe, zawsze tak było i myślę, że to się już nie zmieni.

Wiedzą o tym moi znajomi, wie o tym moja Rodzina. I czasami...

Szanowny Brat P.: Aga, a widziałaś kiedyś małego gołębia?
Ja: ... hę? no nie...
Szanowny Brat P.: A nie zastanawiało cię to nigdy?
Ja: ... hę? No nie...
Szanowny Brat P.: A może powinno...


AAAAA! ja chyba z nim zwariuję, cały wieczór mnie to męczyło...

Niezła jazda co:) A Wy widzieliście małe gołębie? I nie trudźcie się w korzystaniu ze starej mądrości ludowej "Google prawdę Ci powie", bo ja już to zrobiłam. I wiecie co?
Nikt nie widział małych gołębi!

:)

sobota, 8 maja 2010

Dialogi Rodzinne

Wprowadzenie... w odwiedziny przyjechała moja Ciocia- przyjaciółka moich Rodziców i jednocześnie mama Mojej Najlepszej Przyjaciółki.
Miejsce: kuchnia w domu moich Rodziców.
Czas: pora kolacji.
Osoby: moi Rodzice, Ciocia, Szanowny Brat T. i ja.

Starsze pokolenie wybierało się akurat na koncert, rozmawiali na ten temat oraz planowali co będą robić później...

Ojciec: No to się napijemy jak wrócimy.
Ciocia: Bo z tych rzeczy, to nam tylko już "Picie" zostało...
Mama: Oj, nie przesadzajcie, z pewnością coś jeszcze na "P" się znajdzie... Ja mam np. jeszcze "Pieczenie" (ciast), "Pielenie" (taki mam duży ogród)...
Ja: Ja się nie odzywam, bo z tego wynika, że mi faktycznie już tylko "Picie" zostało.

I nastała taka krępująca cisza, którą przerwał Szanowny Brat T.:

Szanowny Brat T.: I co dalej nic nie wymyśliłaś?!
Ja: O zgrozo, tylko "Picie" mi zostało!
Szanowny Brat T.: Masz zawsze jeszcze "Palenie"...
Ja: A to fakt, ale zależy co i z kim:)
Ojciec: No to jest przyjemność...

czwartek, 6 maja 2010

Na bruku... bo mogę tak skończyć jak Rodzice stracą cierpliwość:)

A ta piosenka jest absolutnie genialna:)
Na dobre i na złe... i kto to przebije???

A komentarzy brak... jestem marakują i nie wiem co powiedzieć:)

Nie piszę ostatnio, bo moje życie od kilku dni zrobiło się nudne. NUDNE.
Czytam same bzdurne książki ekonomiczno-psychologiczne (tak, zapewne są też pożyteczne, ale kto w ogóle chciałby z własnej woli coś takiego czytać:)),
dzisiaj moje życie zawodowe zostało przyćmione sprawami kebabowymi (lepiej nie pytajcie...), wysłuchałam opowieści Mojej Najlepszej Przyjaciółki rodem z telezakupów, dowiedziałam się, że wszystko co ważne w życiu można znaleźć na allegro, a każdy powinien mieć scyzoryk ratowniczy w samochodzie (z cyklu czarnego humoru - tylko po co ci scyzoryk jak będziesz przygnieciony kierownicą;p?).
A ponieważ nikt ostatnio nie komentuje chyba zbliża się czas, w którym ogłoszę mój specjalny projekt.
Ale o tym wkrótce:)

i zakończę ten post tym inteligentnym cytatem:

"muszę kończyć, idę opróżnić pralkę"*

to na miłe zakończenie wieczoru...

*MNP

wtorek, 4 maja 2010

Wtorek wtorkowi nierówny

Po porannym ataku histerii (który pojawił się w związku z odwożeniem mojego "małego braciszka" na egzamin maturalny), ukróconym przez spokojne, aczkolwiek stanowcze zdanie wygłoszone przez samego zainteresowanego, Szanownego Brata T.:
"Możesz się już uspokoić, bo mnie denerwujesz"
wyruszyłam w miasto, do walki o przyszłość:)
A zatem dzisiaj na tapecie było składanie dokumentów na wyższą uczelnię, z okazji rekrutacji na studia podyplomowe, na które zamierzam uczęszczać oraz oglądanie mieszkania.
Pierwszy punkt programu i... kolejny raz udowodniono mi, że wiele rzeczy się zmienia, ale przepływ informacji na wyższych uczelniach pozostaje bez zmian.
Drugi punkt... no cóż dzielnica jak się patrzy:) naprzeciwko sklep 24h i bar firmowany piastem wrocławskim, z informacją na szybie, że w każdy piątek w ofercie jest karaoke.
A mieszkanie... lepiej nie wspominać:) już nawet zaczyna mnie to wszystko bawić, ponieważ mam spore doświadczenie w takich ekstremalnych przypadkach (to kilkumiesięczne poszukiwanie lokum robi swoje) to potrafię w ciągu 30sekund ocenić dokładnie stan mieszkania, to ile jego cena z oferty jest przewartościowana, a następnych 55sekund potrzebuję na w miarę dokładną wycenę ewentualnej inwestycji:)
Jakiś czas temu nawet wdałam się w dyskusję z cwaniakowatym właścicielem jednego z mieszkań, który próbował mi wmówić jak mała inwestycja jest potrzebna i w momencie kiedy dosyć szczegółowo opisałam co należy zmienić w mieszkaniu oraz wspomniałam o instalacji i odpływach na klatce schodowej, które pozostawiają wiele do życzenia zamilkł:)
Bo z Antulską nie ma żartów na takie poważne tematy:)

poniedziałek, 3 maja 2010

Zdążyłam wrócić...

Z południa... a było jak w czeskim filmie, trochę abstrakcyjnie, zabawnie i ciągle przed siebie.
Podsumowując weekend pierwsza klasa, chociaż na wariackich papierach:)
Było super.

A teraz piszę jakieś bzdury, bo postanowiłam jednak pójść na kolejne studia (tak, ciągle ten głód wiedzy), próbuję skończyć pracę dyplomową na tych poprzednich i takie tam. Bzdury. Dlatego się zaniedbuję w pisaniu tych ważnych rzeczy...

A już jutro... mój mały braciszek (czyt. Szanowny Brat T.)... pisze maturę!
Nie mogę w to uwierzyć, aż się łezka w oku kręci na samą myśl. Się starzeją Ci moi Bracia.
Dobrze, że chociaż ja się trzymam:) (pytanie tylko czego?)

sobota, 1 maja 2010