Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje Miejsce Na Ziemi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje Miejsce Na Ziemi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 grudnia 2014

Pamiętnik z czasów przeprowadzki (cz.2)

Nasza kuchnia dawno, dawno temu... czyli w trakcie remontu:)
...czyli jak przetrwać koszmar zwany remontem? Ostrzegam, że poniżej znajduje się bardzo drastyczny materiał :) Część pierwszą, na temat pakowania, mogliście przeczytać tu.

Tak. Przeżyliśmy remont. Miało być 4 tygodnie, wyszło 8. Niestety, ale przy remontach nie można niczego zaplanować tak dokładnie jakbym tego chciała. Bo ja lubię planować i poukładać sobie przyszłość na tyle żeby mieć poczucie bezpieczeństwa (nawet jeśli jest ono złudne:)).

Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się, że remont trwa
I tak zaplanowałam sobie szczegółowo co i kiedy powinno być zrobione, ale nie przewidziałam opóźnień w dostawie zamówień, problemów stricte technicznych, potrzeby ciągłej akceptacji absolutnie wszystkiego związanego z każdym szczegółem remontu i humorów fachowców.
Bo Pan Majster czuje się pewnie - jest specjalistą z krwi i kości, zawsze, ale to zawsze ma rację i nawet jak nie wie o co chodzi, będzie wciskał Ci własne teorie. Do ostatniej kropli krwi.
Teraz patrzę na to z pewnym luzem, śmieję się z naszych przygód, ale były chwile kiedy byłam na granicy wylewu :)

A zatem, po moim krótkim wstępie, macie pewien zarys co może taki remont oznaczać.
Ale to tylko zarys.

W pierwszym tygodniu przeglądasz oferty sklepów, szukasz instytucji wywozu gruzu z mieszkania (w końcu łazienka do generalnego remontu), załatwiasz formalności, idziesz do spółdzielni zgłosić remont i wymianę grzejnika. Wszystko idzie sprawnie, a Ty jesteś pod wrażeniem własnych zdolności organizacyjnych.

Po dwóch tygodniach zaczynasz coraz częściej bywać w Castoramie. Słabo orientujesz się gdzie co jest, poza tym nazwy tych wszystkich przedmiotów, które musisz kupować wprawiają Cię w lekkie zakłopotanie. Ale jesteś pełna energii i wiary we własne siły, z optymizmem patrzysz w przyszłość, jedziesz do IKEI wybierać meble kuchenne. Świat jest piękny, a twoje mieszkanie... wkrótce też będzie piękne! Często dzwonisz do spółdzielni dopytać o szczegóły.

Po trzech tygodniach opóźnienia zaczynają być widoczne - kafelki nie przyjechały na czas, podłoga zamiast 2 dni jest odnawiana 5 dni, czas, czas, czas goni. W Castoramie bywasz już codziennie, zaczynasz orientować się co można znaleźć w jakim dziale, nazwy wymawiasz już spokojnie. Jesteś 4 raz w jednym tygodniu w IKEI, zaczynasz być telefonicznym prześladowcą projektanta, bo musisz mieć termin projektu i montażu. Regularnie odwiedzasz biuro spółdzielni, zaczynają na Ciebie dziwnie patrzeć. Dostajesz numer telefonu do Kierownika Osiedla ze względu na nieustające pytania.

Po czterech tygodniach dalej nic nie jest skończone, za to wszędzie jest bałagan, kurz i brud a termin przeprowadzki tuż tuż... W Castoramie bywasz już kilka razy dziennie, poruszasz się po niej swobodnie a pracownicy zaczynają Cię poznawać i się kłaniać. W IKEI bywasz codziennie, wybierasz, decydujesz, udało się załatwić termin montażu, zakupy dokonane. Stan konta wygląda coraz słabiej... Zaczynasz jeździć na wysypisko śmieci, żeby pozbyć się nowego gruzu (który cały czas gdzieś zalega nie wiadomo skąd...). Pani z biura Spółdzielni już poznaje Cię po głosie jak dzwonisz.

Po pięciu tygodniach przebiegasz przez Castoramę z prędkością światła (ale za to 4 razy dziennie), wiesz gdzie można znaleźć wszystko. Pracownicy mówią do Ciebie po imieniu. Po godzinach pracy przestajesz wyglądać jak cywilizowany człowiek - jesteś umazana farbą, klejem, zaprawą i innymi świństwami. Fachowiec znudził się robotą i postanowił Cię porzucić. Jako porzucona kobieta często wpadasz w histerię, poza tym mieszkasz na kanapie u Rodziców. Ich kot patrzy na Ciebie jak na wroga, bo to jest JEGO pokój. Twój własny Mąż też patrzy na Ciebie spode łba. Nawiązali z kotem jakąś komitywę czy co?!
Kotek dostojnie siedzi... parkowanie samochodu też mu nie odpowiadało...
Jesteś bezdomna. Przynajmniej rozumieją Cię na wysypisku śmieci, którego jesteś stałym gościem. Natomiast w Spółdzielni przestali Cię rozumieć. Kierownik Osiedla przestał odbierać telefony od Ciebie. Skąd wiesz? Jak próbowałaś z innego numeru to odebrał!

Po sześciu tygodniach mieszkanie przypomina nadal plac budowy, ale robi się coraz czyściej. Z pomocą Rodziny i Przyjaciół powoli małymi krokami remont zbliża się ku końcowi. Jeszcze jest mnóstwo do zrobienia, ale niedługo przyjadą meble do kuchni, więc mieszkanie zaczyna wyglądać. Nadal bywasz w Castoramie. Jeździsz też na wysypisko. Zrezygnowałaś z kontaktów ze Spółdzielnią. Skoro przestali Cię lubić to pewne rzeczy możesz zmienić bez konsultacji. Mąż i kot nadal trzymają sztamę, za to wyraźnie zaczęli Cię akceptować.
Taka byłam szczęśliwa na wysypisku... momentami czułam się jak w domu:)
Po siedmiu tygodniach masz już kuchnię. Łazienka jest właściwie gotowa. Heroicznie podejmujesz decyzję o przeprowadzce.Wkurzają Cię wszystkie kartony, czekasz na montaż szaf, chodzisz do pracy cały czas w tych samych ciuchach i już współpracownicy pytają czy wszystko ok. No pewnie! Już nie jeździsz na wysypisko śmieci:) Castorama natomiast jest nadal na liście obowiązkowych punktów dnia.

Po ośmiu tygodniach zaczynasz się rozpakowywać do szaf. Zaczyna być pięknie. Powoli mieszkanie jest uporządkowane. Znalazłaś nawet rzeczy, które podejrzewałaś o zaginięcie.
Do Castoramy jeździsz rzadziej, ale jest jeszcze sporo spraw do wykończenia.
Obiecujesz sobie, że prowizorka nie zostanie prowizorką...

poniedziałek, 24 listopada 2014

Pamiętnik z czasów przeprowadzki (cz. 1)

Ledwo skończyliśmy rozpakowywanie kartonów, trwają jeszcze prace wykończeniowe (montowanie firanek, lamp, kupowanie mebli) a mi przypomniało się o przeprowadzce i remoncie. A raczej o ich początkach...

Powiem szczerze - remont mieszkania (taki spory, bo z odnawianiem podłóg, demolką łazienki i kuchni i malowaniem wszystkiego co możliwe) oraz przeprowadzka to duże przedsięwzięcie. Rzekłabym, że nawet nie podejrzewaliśmy jak DUŻE. Teraz mądrzejsza o wiele doświadczeń (raczej gorszych:)) i na granicy nerwicy mogę spokojnie udzielać rad. Taka ze mnie mądrala. A tak na serio - być może moje doświadczenia pomogą komuś w dobrym przygotowaniu do przeprowadzki?

Tutaj początek pakowania - wszystkie kartony poszły w ruch i powoli wszystko zostało w nich umieszczone:)


Co zauważyłam to bardzo ważne jest dobre i przemyślane spakowanie - my, oprócz tego, że wcale nie mamy dużo rzeczy zrobiliśmy dodatkowo sporą czystkę w szafach - stare ubrania, naczynia, książki - porozdawaliśmy w różne miejsca - znajomi, rodzina a także instytucje charytatywne trochę rzeczy od nas ostatnio dostały. Poza tym sama zajęłam się pakowaniem. Zdobyłam sporą ilość kartonów i rozplanowałam co i jak.
Podzieliłam kartony na - kuchnię, łazienkę, pokój. To bardzo ułatwiło później ich przechowywanie - od pakowania do rozpakowywania trochę czasu minęło ze względu na opóźnienia remontowe. Ubrania osobno - zarówno moje, jak i mojego Męża popakowaliśmy do walizek, żeby był do nich jakiś dostęp (w praktyce i tak było ciężko). Buty w osobnym kartonie, książki osobno, sprzęt elektroniczny osobno. Wszystko poopisywałam dosyć szczegółowo np. "książki - przewodniki, kucharskie, ulubione" albo "łazienka - proszki, płyny, kosmetyki większe", dzięki temu nie musieliśmy otwierać wszystkich kartonów kiedy czegoś szukaliśmy. A przyznam, że nawet przy moim uporządkowaniu zdarzało nam się czegoś szukać - jednego pudełka z moimi gadżetami do ozdabiania, naklejkami i albumami szukałam chyba tydzień :)

Po spakowaniu się w naszej skromnej 30 metrowej kawalerce byliśmy przerażeni - tyle rzeczy? To niemożliwe? Przecież my NIE MAMY tyle rzeczy... a jednak. To wszystko wyglądało strasznie.

Po przeniesieniu wszystkiego do naszego dużego mieszkania, które ma ponad 60 metrów i 3 pokoje... okazało się, że bez problemu wszystko zmieściliśmy w szafach a do tego musimy kupić meble, bo w salonie jest jedynie narożnik i jest strasznie pusto (ten sam narożnik w kawalerce zajmował większą część przestrzeni:)).

PODSUMOWUJĄC - Co w takim razie jest ważne podczas przeprowadzki?
Dobre rozplanowanie przestrzeni, spora ilość kartonów (nie warto ładować ich do pełna, ponieważ później trzeba się nadźwigać:)), poświęcenie czasu na dokładne opisanie wszystkiego (później można zaoszczędzić ten czas i nerwy na poszukiwaniu przedmiotów), dobra kondycja (noszenie wszystkiego, przesuwanie - o tak, od tego mogą urosnąć mięśnie:)) i dobry nastrój.
Bo tak już jest, że przeprowadzki to spore wyzwanie i powodują lekką nerwowość - mój Mąż jest oazą spokoju za to u mnie dynamiczny charakter czasami powoduje... pewną wybuchowość, że to tak delikatnie określę. Zatem poczucie humoru było kluczowe:)

Teraz już mogę spojrzeć na to wszystko z perspektywy i spokojnie o tym pisać, ale przyznam, że mimo, że mam już wprawę (3 duże przeprowadzki za mną) to nadal pakowanie wzbudziło spore emocje. Cieszę się, że mam już to za sobą i mogę cieszyć się spojkonym życiem w naszym nowym mieszkaniu:)



czwartek, 13 listopada 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 6 tygodni do Świąt - a Ty co masz zamiar zrobić w tym czasie?

Zostało 6 tygodni do Bożego Narodzenia. To dużo i mało jednocześnie. Dlatego myślę, że warto się już dzisiaj zastanowić jak wykorzystać dobrze te 6 tygodni, co w tym czasie zrobić, jak się zmobilizować, czego nam brakuje. 
źródło Love Nordic Design

Żeby nie przegapić niczego będę u siebie  na blogu i dla siebie, dla własnej mobilizacji, co tydzień w każdy czwartek od dzisiaj do 18 grudnia umieszczać moje plany na przygotowanie do Świąt oraz propozycje na dobre wykorzystanie tego czasu. 
Będzie organizacyjnie, będzie kulinarnie, trochę motywacyjnie i duchowo.

Dzisiaj 13 listopada, piękna data. Wiem, wiem - to jeszcze listopad. Do Świąt daleko. Jednak chcąc się dobrze do nich przygotować zaczynam już teraz. A do Was należy wybór czy będziecie tydzień przed Wigilią biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów, zmęczone, w tłumie ludzi, narzekając na gwar i nieustającą "Last Christmas" w tle. Czy może już na spokojnie będziecie mogły się zająć przyjemnościami, które same zostawicie sobie na koniec - ozdobami domowymi, spacerami po Jarmarku Bożonarodzeniowym, spotykaniem Przyjaciół a może leniuchowaniem przy kominku?
źródło weheartit.com

źródło Love Nordic Design


U mnie w planach jeszcze mamy sporo spraw związanych z wykończeniem mieszkania a także już wkrótce oficjalna parapetówka. A zatem w tym tygodniu zastanawiam się nad pomysłem świątecznym na wystrój domu - ponieważ mieszkanie jest nowe to muszę przejrzeć dekoracje, które miałam w moim małym mieszkanku. Ze względu na dużo większą powierzchnię z pewnością będziemy musieli coś dokupić (będzie duża choinka to już wiem:)) poza tym będę wkrótce robiła nowy wieniec świąteczny na drzwi (mój "panieński" był różowy, więc odpada:)).
źródło digsdigs.com
Zatem poprzeglądam internet i allegro w poszukiwaniu inspiracji, może też złożę już w tym tygodniu jakieś zamówienia (tak aby był czas na dojście paczek), wybieram też kolor przewodni i chciałabym zamówić kartki świąteczne - zgodnie z tradycją w grudniu wysyłam także życzenia papierowo, mają dla mnie wartość sentymentalną, zupełnie inną niż smsy czy maile. Na elektroniczne życzenia mogę sobie pozwolić w relacjach zawodowych, ale Rodzina i Przyjaciele zasługują na coś więcej:)
Macie jeszcze wątpliwości, że już niewiele czasu zostało? Tak szczerze mówiąc to atmosfera świąt to jest to co kocham i lubię się cieszyć tym klimatem, muzyką, refleksjami, zimowymi wieczorami i świątecznymi kolorami. Lubię spotkania z Rodziną i Przyjaciółmi, lubię drobne prezenty, lubię wieczorne spacery do Kościoła i weekendowe wypady na narty, lubię wszystko co świąteczne.

Dziękuję za ten czas, za to, że mogę się nim cieszyć, za to, że mogę go świadomie przeżywać. Wybrałam to sama - to dużo fajniejsze niż narzekanie na komercję, świąteczne piosenki i kolorowe wystawy, bo wolę się cieszyć tymi kolorami, zapachami i uczuciami.
źródło pinger.pl
Udanego czwartku:)

wtorek, 28 października 2014

Jesteśmy coraz bliżej...

Tak. Przeprowadzka dobiegła końca. Pierwszy sen na nowym mieszkaniu? Tornado. Tak, to bardzo w moim stylu. Chyba po prostu opowiadał o małym tornadzie w ciągu ostatniego roku w moim poukładanym, spokojnym życiu:) Ale jakim pozytywnym tornadzie:) w ciągu roku - zaręczyny, ślub i kupno większego mieszkania to całkiem niezły wynik. Teraz kolejne rewolucje życiowe. Same pozytywy. Remont jeszcze trwa. Ale mieszkanie zaczyna wyglądać jak mieszkanie, a nie plac budowy:)
Kuchnię skończyliśmy jako pierwszą, ale łazienka jest już gotowa (oprócz kilku szafek, ale jeszcze trwają negocjacje jakie mają być:))
Powoli też kończymy pokoje... weszliśmy w najfajniejszą część remontu - sprzątanie i urządzanie. Zmęczenie jest już potężne, ale jak każdego dnia widać efekty pracy to chce się jeszcze trochę wysiłku włożyć w efekt końcowy:)
Już za chwilę, już za moment zaproszę Was na spacer po naszym nowym domu:) będę miała też nowy, ciekawy projekt - trochę szalony, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Pozdrawiam Was i życzę cudownego, słonecznego, jesiennego wtorku :)!


wtorek, 7 października 2014

W naszej bajce...

Tak było w Warszawie w ten weekend.
Nie mogę uwierzyć, że już prawie pół roku jesteśmy Nierozłączni, jest pięknie.


czwartek, 2 października 2014

Czwartek! i Warszawa!

Jutro z samego rana ruszam do kochanej Warszawy:) już się nie mogę doczekać wędrówek po stolicy z moim ukochanym Mężem.
Jedziemy tam też wykonać pewien mały projekt i mam nadzieję już niedługo pokazać Wam jego efekty:)

A tymczasem żyjemy na małym placu budowy. Wszędzie kurz, narzędzia, farby i fachowcy. Pocieszam się, że jest to etap przejściowy, a jak wrócimy ze stolicy to będzie gotowa nasza łazienka - hurrra!

I po pakowaniu tych wszystkich kartonów z okazji przeprowadzki doszliśmy wspólnie do wniosku, że przerabiamy nasz minimalizm na minimalny minimalizm... postanowienie jest duże, ale osiągalne - redukujemy maksymalnie ilość rzeczy obecnych w naszym życiu (przede wszystkim ubrania, ale też naczynia, przedmioty codziennego użytku, rezygnujemy ze wszystkich zbędnych rzeczy, stawiamy na użyteczność), postanowiliśmy też sięgać częściej po książki w formie elektronicznej (za jakiś czas może przedstawię test czytników). Pozbędę się części ubrań, które noszę sporadycznie (tych, których nie noszę wcale już nie ma w mojej szafie dzięki regularnym przeglądom zawartości).

I tak siedzę i marzę o tym, żeby usiąść we własnym salonie na wygodnym fotelu z kubkiem herbaty, popatrzeć na kwiaty ustawione na stole i w przypływie natchnienia upiec jakieś dobre ciasto w nowej kuchni... to już niedługo, a teraz pozostaje mi żyć wspomnieniami porządku i spokoju z poprzedniego mieszkania oczekując na porządek i spokój nowego...:)


życzę Wam cudownego weekendu (dla mnie zaczyna się za chwilę:))
słonecznego, pełnego spokoju i wypoczynku:)


poniedziałek, 29 września 2014

Poniedziałek - nowy tydzień, nowe wyzwania, nowe mieszkanie

Ale mam szalone chwile - remont i przeprowadzka, ale też przecież toczy się życie:)
Praca, spotkania, śluby, czytanie, oglądanie, wybieranie mebli i dodatków, projekty... jestem w wirze nowości i bardzo mi się to podoba. W międzyczasie ćwiczę - biegam, pływam i siłuję się na siłowni. Rower póki co poszedł w odstawkę ze względu na to, że ciężko na nim przewozić materiały budowlane, ale za to mój mały samochód stał się ciężarówką :)
Jestem dzielna, pomagam Mężowi w remoncie:)
Ale też pakuję wszystkie rzeczy - przeprowadzka już jutro. I muszę przyznać, że jest to ogromne wyzwanie. Myślałam, że mam mało rzeczy, bo przecież jestem minimalistką!
Poza tym mamy małe mieszkanie i regularnie robię porządki w postaci wywalenia niepotrzebnych/nieużywanych rzeczy. Niestety jednak tych rzeczy mimo wszystko jest ogromnie dużo dlatego już planuję pewne innowacje i czystkę w otaczających nas przedmiotach:)

Poza tym remont się oczywiście opóźnił i... przeprowadzamy się na mały plac budowy, ale uznaliśmy, że będzie to extra przygoda:) nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - póki co nie musimy gotować (i jeść:)) obiadów :)

Ale oprócz mojego budowlanego image'u czasami też zajmuję się innymi sprawami:) w zeszłym tygodniu byłam świadkiem na ślubie, więc zostawiłiśmy ten cały bałagan i wyrwaliśmy się na wesele :)

A taką balonową niespodziankę wywinęli Młodej Parze Baloniarze z Wrocławia:)
Postawili balonową bramę na wyjeździe z całkiem sporego osiedla we Wrocławiu! I zaraz zrobił się spory korek i całe zamieszanie - jednak my to jesteśmy specjaliści od zamieszania :)

Tymczasem ja wracam do obowiązków - szał w oczach, kalendarz i pędzel w ręku, przeprowadzka już jutro a plac budowy cały czas działa pełną parą:)

do zobaczenia wkrótce - jak ogarnę wyzwania rzeczywistości zajmę się tym ze świata wirtualnego:) obiecuję też wktóce kilka fajnych recenzji i nowe pomysły:)

miłego poniedziałku tymczasem!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Po urlopie! w końcu wróciłam:)

Co tu dużo mówić... było cudownie... latanie, sport, road trip po Polsce (2 500 km!), Przyjaciele, Rodzina.

Szczęśliwam:) i żeby nie przedłużać - zapraszam:



Wszystkim życzę wspaniałego tygodnia - ja wkraczam w mój z nowymi wyzwaniami i z nowymi siłami :)

niedziela, 29 czerwca 2014

Został tydzień, czyli aktualizacja - ciało, głowa i kilka pobocznych tematów:)

Dzisiaj rano doszłam do wniosku, że najważniejsze w życiu są małe przyjemności. Nie ukrywam, że do takiego wniosku pomogła mi dojść mała kawka poranna, w najlepszym towarzystwie mojego Męża.
I tak podsumowując moje plany - co chcę zrobić do 30-stki to było to m.in. przebiec półmaraton (zaliczone i to w jakim stylu:)) i zrobić triathlon. Zrobić go, przejść, przetrwać. Po prostu. Na początku roku nie zakładałam żadnych czasówek, osiągnięć czy ambicji. Teraz na tydzień przed porzuciłam wszelkie ambicje czasowe - mam zamiar stawić się na starcie, sprawdzić siebie i po prostu dobrze się bawić. Bez presji. W sumie niewiele osób w Polsce jest w stanie przejść tę trudną dyscyplinę to dlaczego już zakładałam, że będę się wstydzić wyniku:)? Koniec z marudzeniem:)

Poza tym mam tydzień - tydzień na relaks, test sprawnościowy (we wtorek i jestem bardzo ciekawa jak wyjdzie:)), tydzień na doładowanie energetyczne (będę relacjonować moje 3500 kcal dziennie, co jest naprawdę wyzwaniem!).

Z ciałem jest naprawdę nieźle, po małym załamaniu ostatnio i głowa wróciła do jako takiej formy, mam nadzieję, że będzie lepiej, bo miałam siebie dość. Do tego ciągłe zmęczenie przez pracę i coraz intensywniejsze treningi i było to co było - sami widzieliście:)

W ramach akcji: "kocham siebie" postanowiłam też robić sobie małe przyjemności w większej ilości, a także... robić więcej zdjęć sobie (wiem, może to brzmi śmiesznie, ale stwierdziłam, że może bardziej polubię siebie jak częściej będę na siebie patrzeć:) po prostu się przyzwyczaję:)). Polecam także codziennie mówić sobie coś miłego - u mnie się sprawdza:)



a zatem... zmęczona ja, zdrowa dieta przedstartowa, nowe, cudne butki, mój codzienny towarzysz i małe przyjemności :)


życzę Wam cudownej niedzieli - najwspanialszy dzień tygodnia przed nami, wykorzystajcie ją dobrze - odpocznijcie, spędźcie czas z rodziną i zadbajcie o siebie - wycieczka rowerowa, rolki, a może dobry deser:)? udanego dnia!

środa, 2 kwietnia 2014

Podsumowanie marca i plany na przyszłość


Marzec był dla mnie naprawdę intensywnym miesiącem. Sportowo i życiowo.
Robiłam mnóstwo rzeczy pierwszy raz w życiu, chociaż nie należę już do nastolatek :)
Byłam w Berlinie, przebiegłam półmaraton, kupiłam sukienkę ślubną. Nauczyłam się tańczyć walca (z tym nauczyłam to trochę na wyrost, ale daję się ładnie prowadzić :)). Zrobiłam duży progres w pływaniu kraulem, zakończyłam nauki przedmałżeńskie i... szykuję się do ślubu. Tak, jeszcze 24 dni do najważniejszego dnia w moim życiu!
Wszystko dzieje się ogromnie szybko, czas jest mocno zaplanowany dlatego ostatnio opuściłam się trochę w blogowaniu, co nie zmienia faktu, że nie mam zamiaru rezygnować. Wręcz przeciwnie - mam mnóstwo pomysłów, przygód i porad do opublikowania, dlatego jednym z postanowień na kwiecień jest duża ilość blogowania. Ale powoli, wszystko w swoim czasie.
Zaczynam od podsumowania sportowego marca:



Jak widać mimo nawału pracy zawodowej i sporej ilości przygotowań ślubnych nie zrezygnowałam z treningów. Bieganie, pływanie i jazdę na rowerze uzupełniam 2 razy w tygodniu treningiem siłowy. Poza tym w tym miesiącu chodziliśmy na kurs tańca, a do pracy jak pogoda pozwala jeżdżę rowerem (ale nie wpisuję tego jako trening, ponieważ to tylko 6km w jedną stronę i jadę spacerowo:)). Sport jest częścią mojego życia i właściwie nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności. 2 dni w marcu - 20 i 21 odpoczywałam - była to regeneracja i ładowanie węglowodanami przed Półmaratonem Ślężańskim i muszę przyznać, że teraz wiem, że jest to konieczne. Trenuję codziennie - może to na pozór wydawać się dużo, ale aktywności są zróżnicowane czasem trwania i ich intensywnością, dlatego mój organizm ma czas na regenerację:) Taka częstotliwość wynika z przygotowań do Triathlonu w Szczecinie, który odbędzie się już 6 lipca! Czasu coraz mniej dlatego treningi będą coraz intensywniejsze, a dieta jest cały czas sportowa:) Jest to nieodłączny składnik sukcesu sportowego - chcesz mieć siłę na treningi - jedz mądrze:)

Postanowienia na kwiecień?
Przede wszystkim mądrze przygotować się do najważniejszego w moim życiu dnia, tak aby ten czas był dla mnie i mojego Narzeczonego wyjątkowy. Poza tym mam sporo pracy i chcę wszystko na tyle ogarnąć, żeby nie myśleć o zawodowych projektach w trakcie urlopu i miesiąca miodowego. Tu od razu kolejne postanowienie - chcę wyłączać telefon na weekendy - ostatnio czuję, że jest mi to bardzo potrzebne i w najbliższy weekend sprawdzę jak mi to wyjdzie. Coś jeszcze? Tak - pić mniej kawy - ostatnio za bardzo folguję temu mojemu małemu nałogowi:)
Plany sportowe - zgodnie z zaleceniami Trenera będę dalej kontynuowała moje triathlonowe przygotowania, a także szlifowała styl pływania. Jest to niezbędne do tego, aby sprawnie przepłynąć 950m na otwartych wodach podczas zawodów:)
A jakie jest najważniejsze postanowienie - nie stresować się!!! Ostatnio jestem kłębkiem nerwów, ale jestem pewna, że dam radę :)


Życzę Wam udanej środy, a teraz zabieram się za przygotowanie kolejnych wpisów, publikacje już wkrótce :)

wtorek, 26 listopada 2013

Tydzień mija... kolejny:) jestem szczęśliwa :)

U mnie dynamicznie, czasu mało. Nie odpuszczam sobie niczego.
Treningi - ostatnio na siłowni dostałam nowy zestaw ćwiczeń od genialnego Trenera i po 2 tygodniach widzę zmiany i czuję, że jestem silniejsza.
Do końca roku będę niczym Hulk :)
Każdy weekend i każde popołudnie mamy zaplanowane:)(ostatnio przyzwyczajam się do formy "my" i jest to szalenie przyjemne:))
jest intensywnie i cudownie :) czuję, że to jest "nasz czas".
Blogowanie jest dla mnie ważne, jest częścią mojego życia, dlatego chcę się z Wami dzielić moimi radościami:)
zapraszam na fotorelację :)


Biegam, latam, piję Beaujolais Nouveau 2013 (niekoniecznie dla przyjemności :)). Za to, bez wątpienia, dla przyjemności piję kawę żołędziową i jem zdrowe, smaczne śniadania.

Życzę Wam cudnego tygodnia, równie pozytywnego jak u mnie, ciepłych czapek i rękawiczek oraz dobrych myśli:)

piątek, 13 września 2013

13

Uwielbiam piątki 13.
I czarne koty.
I moje życie.

energia na talerzu z samego rana - paleo placki z czerwonymi owocami :)

Dzisiaj pełne zamieszanie w pracy, potem wsiadam do samochodu i ruszam do Wawy, tam spotykam się z załogą i walczymy w Wilanowie na balonowej fieście:)
Zatem w ten weekend można mnie spotkać w stolicy :) Nie było mnie tam, mam wrażenie, całe wieki. Stęskniłam się i już się nie mogę doczekać :)
Udanego weekendu, zostawiam Was w muzycznych klimatach:)!

piątek, 30 sierpnia 2013

I mamy znów piątek - piknik lotniczy, paleo i chlebek dyniowy:)!

Oj, ile się dzieje:) tak jak lubię.
Są wyzwania. Kulinarne, sportowe, życiowe.
Zacznę od tego, że potwierdzę plotki - czuć już jesień, szczególnie wcześnie rano i wieczorami. W ciągu dnia oficjalnie panuje jeszcze lato:)
Ponieważ jesień uwielbiam, więc wcale mi to nie przeszkadza:) lubię czapki, poranny katar, kolorowe liście i cynamon:) Lubię także moje urodziny, chociaż zawsze przed nimi narzekam, że jestem stara:) (a potem przypominam sobie, że przecież mam 25 lat, aczkolwiek od jakiegoś czasu skłaniam się do wieku 21, chyba "oczko" bardziej mi się podoba:))

Lubię też 8kg dyni, które dostałam od mojej Mamy. Wczoraj spędziłam cały wieczór w kuchni i efektem jest dyniowa tarta, chlebek dyniowy i pierożki:)
Dzisiaj pochwalę się Wam chlebkiem, który jest absolutnie genialny!
Zrobiłam go na podstawie przepisu na chlebek bananowy Slyvvi, ale zamieniłam banany na szklankę dyniowego puree, mąkę na mielone orzechy laskowe i migdały, a cukru dodałam 2 łyżki.
I tak powstało to cudo:
Powiem nieskromnie, że genialne:)!
Polecam, bo jest zdrowo i pysznie, więcej reklamować nie będę, bo nie trzeba!

A dzisiaj zaczynam weekend imieninową imprezą mojej Mamy, jutro piknik lotniczy w Szymanowie, na który serdecznie zapraszam:)!!!

W niedzielę będzie relacja:)
Od niedzieli też zaczynam miesiąc z Paleo, mokah mnie zainspirowała i tak musi być :):):)

czwartek, 4 lipca 2013

czwartek, 4 lipca :) mała rocznica:)

Dzisiaj kolejna rocznica mojego dnia niepodległości, czyli zamieszkania w moim mieszkaniu:)!
wiele się od tej pory zmieniło... muszę przyznać, że na lepsze:) wiele przeżyłam, ale niczego nie żałuję:)
żeby to uczcić, coś zdrowego, co bardzo lubię z moim nowym dziełem - domowym masłem orzechowym - już nigdy więcej kupnego :)!!!
placuszki otrębowe z bananem, truskawkami i domowym masłem orzechowym

Z głową już lepiej, zaczynam się całkiem normalnie czuć, poza tym zaplanowałam lipiec, nudzić się nie będę:):)
miłego dnia!

wtorek, 21 maja 2013

śniadanie mistrzów, dobre powroty i polowanie na dzikie ptactwo:)

Weekend był taki aktywny, że dopiero teraz mam chwilę, żeby tu zajrzeć. W niedzielę w sumie 40km na rowerze w duecie:) to jest to!
wróciłam też do biegania na dobre i nie mam zamiaru się zatrzymać - chociaż dzisiaj o 5 rano prawie doprowadziłam do zawału serca jakiegoś biednego bażanta (tak, tak, bażanta! we Wrocławiu...:))

Z tej okazji, a także z powodu luźnego, spokojnego poranka specjalne śniadanie również w duecie:)


jajecznica z bananem, migdałami i cynamonem

życzę Wam wspaniałego dnia:)!

poniedziałek, 13 maja 2013

To czego nie mogę zacytować dzisiaj to piosenka "Jaki tu spokój"!

Znacie określenie "pożar w burdelu"? często z niego korzystam, ale dzisiaj przy trzynastce w kalendarzu po prostu pasuje idealnie. Bez nadinterpretacji - ja uwielbiam trzynastego:)
Ale... ale... od czwartku mam dni pod hasłem: "dzień bez przejechania 400km jest dniem straconym". Bo jeździmy, jeździmy i końca nie widać:)
Ale dobrze, ja lubię jeździć (samochodem, rowerem i na nartach:)). W agendzie była spektakularna wycieczka do Warszawy, była komunijna impreza rodzinna w Szczecinie. A dzisiaj - wiatr we włosach podczas podróży rowerem do pracy, szaleństwo poniedziałkowe w korporacji i w końcu... leniwy wieczór w domu! Nareszcie. Jak to mówią: home, sweet home. Dzisiaj doceniam te słowa bardziej niż zwykle.


Dobrze, że mam moje kwiatki, mój balkonik i mój święty spokój. Nie ma mnie, nic nie wiem, nie orientuję się. Po pracy, wieczorową porą w końcu mogę sobie na to pozwolić. Tym bardziej, że tydzień będzie bardzo intensywny - wróciłam do biegania na dobre, będzie trochę jogi, basen, zebranie w klubie, kilka ważnych spotkań i babski wieczór z przyjaciółkami (tu potrzebuję inspiracji na jakieś babskie smakołyki:)).
Tymczasem znikam w otchłaniach mojego małego mieszkania i nadrabiam zaległości serialowe:)
miłego wieczoru:)

sobota, 30 marca 2013

To oficjalne - mamy wiosnę i Święta:)

Dzisiaj rano, kiedy szłam na basen pierwszy raz w tym roku poczułam ją w powietrzu. Ale tak naprawdę:) Nie wiem czy też to czujecie, takie specyficzny pierwiastek, jakaś cząstka, która zapowiada, że w końcu przyszła. Długo oczekiwana wiosna.
Z tej okazji wracając do domu kupiłam sobie trochę wiosny do mojego mieszkania:)

A do tego mamy Wielkanoc. Nie wiem jak Wy, ale ja zaczynam ją obchodzić już w czwartek zgodnie z tradycją. Oczywiście są jeszcze obowiązki zawodowe i domowe, ale już trochę zwalniam, już inaczej wszystko się toczy. Tak było i tym razem. W środę zupełnie jeszcze byłam niepozbierana, przygotowania zerowe, zarówno domowe, jak i duchowe. Dzisiaj, w sobotę rano, kiedy właściwie wszystkie punkty na mojej świątecznej rozpisce zostały wykreślone jestem z siebie dumna.
W przygotowaniach bardzo pomogło mi w tym roku, trochę zaskakująco, ale... RMF Classic. Spokojna muzyka, ciekawe tematy poruszane na antenie wyciszyły mnie i zrelaksowały. Dzięki temu pracując i wykonując domowe i kuchenne obowiązki udało mi się uspokoić i przemyśleć wiele spraw. Tak, po prostu przygotować się do tego wyjątkowego święta również emocjonalnie.
Na dowód, że nie tylko kontemplowałam - mała fotorelacja z kuchni:

a na śniadanie sprytnie wykorzystałam miseczkę po czekoladzie:)


Korzystając z okazji chciałabym Wam z całego serca życzyć spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych:)
abyśmy ten czas wykorzystali dobrze, spędzając go w gronie najbliższych sercu ludzi, abyśmy wiedzieli, że najważniejsze są właśnie te chwile!