Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyznania Pracoholiczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyznania Pracoholiczki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 listopada 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 6 tygodni do Świąt - a Ty co masz zamiar zrobić w tym czasie?

Zostało 6 tygodni do Bożego Narodzenia. To dużo i mało jednocześnie. Dlatego myślę, że warto się już dzisiaj zastanowić jak wykorzystać dobrze te 6 tygodni, co w tym czasie zrobić, jak się zmobilizować, czego nam brakuje. 
źródło Love Nordic Design

Żeby nie przegapić niczego będę u siebie  na blogu i dla siebie, dla własnej mobilizacji, co tydzień w każdy czwartek od dzisiaj do 18 grudnia umieszczać moje plany na przygotowanie do Świąt oraz propozycje na dobre wykorzystanie tego czasu. 
Będzie organizacyjnie, będzie kulinarnie, trochę motywacyjnie i duchowo.

Dzisiaj 13 listopada, piękna data. Wiem, wiem - to jeszcze listopad. Do Świąt daleko. Jednak chcąc się dobrze do nich przygotować zaczynam już teraz. A do Was należy wybór czy będziecie tydzień przed Wigilią biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów, zmęczone, w tłumie ludzi, narzekając na gwar i nieustającą "Last Christmas" w tle. Czy może już na spokojnie będziecie mogły się zająć przyjemnościami, które same zostawicie sobie na koniec - ozdobami domowymi, spacerami po Jarmarku Bożonarodzeniowym, spotykaniem Przyjaciół a może leniuchowaniem przy kominku?
źródło weheartit.com

źródło Love Nordic Design


U mnie w planach jeszcze mamy sporo spraw związanych z wykończeniem mieszkania a także już wkrótce oficjalna parapetówka. A zatem w tym tygodniu zastanawiam się nad pomysłem świątecznym na wystrój domu - ponieważ mieszkanie jest nowe to muszę przejrzeć dekoracje, które miałam w moim małym mieszkanku. Ze względu na dużo większą powierzchnię z pewnością będziemy musieli coś dokupić (będzie duża choinka to już wiem:)) poza tym będę wkrótce robiła nowy wieniec świąteczny na drzwi (mój "panieński" był różowy, więc odpada:)).
źródło digsdigs.com
Zatem poprzeglądam internet i allegro w poszukiwaniu inspiracji, może też złożę już w tym tygodniu jakieś zamówienia (tak aby był czas na dojście paczek), wybieram też kolor przewodni i chciałabym zamówić kartki świąteczne - zgodnie z tradycją w grudniu wysyłam także życzenia papierowo, mają dla mnie wartość sentymentalną, zupełnie inną niż smsy czy maile. Na elektroniczne życzenia mogę sobie pozwolić w relacjach zawodowych, ale Rodzina i Przyjaciele zasługują na coś więcej:)
Macie jeszcze wątpliwości, że już niewiele czasu zostało? Tak szczerze mówiąc to atmosfera świąt to jest to co kocham i lubię się cieszyć tym klimatem, muzyką, refleksjami, zimowymi wieczorami i świątecznymi kolorami. Lubię spotkania z Rodziną i Przyjaciółmi, lubię drobne prezenty, lubię wieczorne spacery do Kościoła i weekendowe wypady na narty, lubię wszystko co świąteczne.

Dziękuję za ten czas, za to, że mogę się nim cieszyć, za to, że mogę go świadomie przeżywać. Wybrałam to sama - to dużo fajniejsze niż narzekanie na komercję, świąteczne piosenki i kolorowe wystawy, bo wolę się cieszyć tymi kolorami, zapachami i uczuciami.
źródło pinger.pl
Udanego czwartku:)

poniedziałek, 6 października 2014

Dieta 50 na 50 - recenzja książki



Jakiś czas temu otrzymałam od wydawnictwa Vivante książkę pt. "Dieta 50 na 50". Przyznam się szczerze, że bardzo sceptycznie podchodzę do diet (po moich zaburzeniach odżywiania wszelkie diety odchudzające powodują u mnie dreszcze), natomiast jestem zwolenniczką racjonalnego zdrowego jedzenia, zgodnego z zapotrzebowaniem na poszczególne składniki pokarmowe i jak najmniej przetworzonego.
Niemniej jednak - nie mogę się wypowiadać na dany temat póki się z nim nie zapoznam - dlatego właśnie książkę przeczytałam.
Nie spowodowała u mnie efektu "wow", nie postanowiłam rzucić zdrowego jedzenia na rzecz głodzenia się co drugi dzień (przykro mi, ale dieta ograniczająca spożywane pokarmy do 500kcal to jest głodzenie), nie skusiło mnie obiecywane pozwalanie sobie na wszystko co drugi dzień ponieważ uważam, że najważniejsze jest zdrowe i regularne jedzenie. To są moje osobiste doświadczenia i bardzo subiektywne zdanie na temat proponowanej w książce diety. Ponieważ uważam, że nie tylko waga, ale również zdrowa skóra, włosy i paznokcie są ważne, poza tym przy diecie 500kcal nie wyobrażam sobie trenować, a trenuję 6 razy w tygodniu.
I głośno myślę.... Być może jest to sugestia dla cheat day - jeśli zdarzyło Ci się zjeść za dużo jednego dnia (jakaś impreza, niespodziewana kolacja ze znajomymi, etc.) to właśnie następnego dnia warto się powstrzymać, uciąć ilość spożywanych kalorii? nie wiem, u mnie zwykle jest to naturalne, po prostu mniej jem, bo nie czuję głodu.

Ale wracając do głównego tematu - ja podziękuję za taki sposób odżywiania, ale z pewnością znajdą się też zwolennicy. Jeśli ktoś z Was ma ochotę przeczytać tę książkę zapraszam oczywiście do wydawnictwa Vivante, ale myślę, że nic się nie stanie jeśli także podam dalej egzemplarz, który otrzymałam - ja do niego z pewnością nie wrócę.
Ktoś chętny?

piątek, 2 sierpnia 2013

Piątek przed urlopem? dla mnie to koszmar :)

Tak. Pracoholik stresuje się przed 2 tygodniowym odwykiem od pracy.
Moja żądza kontroli będzie musiała przez ten czas zostać uśpiona. Jak to wytrzymam? zobaczymy.
Pobiegałam sobie trochę rano, a teraz pora się ruszyć i stawić czoło wszystkim zaplanowanym na dzisiaj zadaniom:)
Mam mnóstwo pracy, poza tym sporo nauki przed Balonowymi Mistrzostwami Polski, na które ruszam już we wtorek, trochę treningów (jestem nawet z siebie zadowolona - w lipcu miałam 4 dni odpoczynku - podczas których zwykle biegałam gdzieś po polach w okolicach sprzętu latającego, więc nie było leniwie :), reszta to różne mniejsze lub większe treningi, przełamałam się w końcu po kontuzji i biegam trasy dłuższe niż moje ulubione 6km), trochę spotkań, może jakiś spontaniczny wyjazd (to się dopiero okaże:)).
twaróg z bananem i nektarynką, cynamonem i domowym masłem orzechowym z orzechów włoskich (wspaniałe po prostu:))

piątek, 19 lipca 2013

Piątek! a tu tyle się dzieje:)!

Macie czasami tak, że spotkacie kogoś na swojej drodze i wiecie, że moglibyście się z tym kimś zaprzyjaźnić? nie ma żadnych racjonalnych przesłanek ku temu, przecież pierwsze wrażenie nie ma zwykle wiele wspólnego z rzeczywistością, przecież przyjaźń to poważna sprawa i powinna się opierać na solidnych fundamentach. Tak, wiem. Wszystko to wiem. Sama mam bardzo wąską grupę Przyjaciół, która jest stała od lat.
Ale czasami jest impuls i tyle.
A wczoraj eksperymentowałam z wypiekami:)

Tymczasem u mnie się dzieje, zamiast zwolnić muszę jeszcze przyspieszyć (chociaż wczorajsze popołudnie należało do kanapowca:)), ale chyba nie jest mi z tym źle.
Dlatego dzisiaj w miseczce energia w czystej postaci i pędzę w miasto:)

Miłego, cudownego dnia:)!

czwartek, 18 lipca 2013

Zapracowany tydzień...i takie tam

Dobra, teraz na serio, muszę zwolnić trochę. Od kilku dni chodzę strasznie zmęczona. Do tego trzeba dołożyć stresy, tęsknotę i nie robi się ciekawie. Wczoraj postanowiłam, że zwalniam na tydzień (chyba dam radę:)?). Bo się przekręcę (tylko czemu co jakiś czas muszę sobie o tym przypominać?!).

Dlatego dzisiaj rozpustnie śniadanie w szlafroku, same smakołyki:)
Jajecznica z bananem, nektarynka i fasolowe brownie z kokosem
Tylko muszę cały czas się powstrzymywać, żeby nie wybiec z domu do pracy... spokojnie, jeszcze napij się kawy... :)
będzie dobrze, dam radę.
Ogólnie, nosi mnie.
Czekam.

Fasolowe brownie wg własnego przepisu (inne nie chciało wyjść:)):
puszka czerwonej fasoli, 2 jajka, 2 banany, łyżeczka sody oczyszczonej, ok. 20g kokosu, ok. 20g kakao.
Ubić jajka, potem dodać zblendowaną fasolkę i banany, sodę, wiórki i kakao. Rozlać do foremek i piec 30 min w termoobiegu temp. 180st.
smacznego:)

życzę Wam luzu, spokoju i słonecznego dnia:)

piątek, 12 lipca 2013

Piątkowo i deszczowo :)

Pogoda idealna - uwielbiam takie klimaty, niezbyt ciepło, szaro, mam wymówkę, żeby wypić kolejną kawę, wszyscy są spokojniejsi, może trochę zaspani, bardziej niż zwykle sentymentalni i rozmarzeni... przynajmniej ja tak to widzę:)

Chociaż sporo się dzisiaj dzieje, trochę życie zawodowe popsuło mi plany lanczowe, ale mówi się trudno ;/
Nie zawsze można wszystko zaplanować tak jak się chce.

A po wczorajszym babskim wieczorze...

Przyszła kolej na babskie śniadanie z AMK :)

A teraz - najpierw do pracy rodacy, a zaraz do weekendu wielkimi krokami:)

czwartek, 11 lipca 2013

Przynudzam:)

Przynudzam, bo u mnie stałość:
tęsknota, praca i truskawki.
Ale teraz już serio ostatnie, przerzucam się na brzoskwinie:)

Poza tym dzisiaj czeka mnie babski wieczór i nie mogę się wprost tego doczekać:)

z ogłoszeń parafialnych - chociaż mój blog nie jest typowo śniadaniowy zostałam mam zaszczyt i przyjemność dołączyć do śniadaniowej listy:



a na ten piękny czwartek zostawiam Was z moim hitem lata 2013:)

Miłego!

wtorek, 9 lipca 2013

Wtorkowe dylematy i samotność we Wrocławiu

Niewiele się zmieniło od ostatniego wpisu oprócz tego, że mam mnóstwo pracy:) ale to lubię.
Zatem szybkie śniadanko i do dzieła...
truskawki z twarożkiem i kokosanki w wersji fit z dodatkiem błonnika

dzisiaj przede mną kilka ważnych spotkań, a popołudniu zebranie klubowe.
Jak zwykle w biegu, bo w końcu wróciłam do biegania po moich wyczynach czerwcowych i bardzo mi z tym dobrze :)
cudownego dnia :)!

czwartek, 27 czerwca 2013

Dalej w domu... czyli spokojny poranek

Zalecenie lekarza - "dużo odpoczynku, snu, żadnych stresów!"... taaa, ale chyba nie w moim przypadku.
A jednak.
Szamoczę się z życiem, stresuję...
Już jest lepiej. Siniaki powoli schodzą. Czas pożegnać szwy. Idzie ku lepszemu:)
Dobre jedzenie i książki (niestety nie zawsze dobre, ale o tym jutro:)), mój przepis na powrót do formy, jakoś się pozbieram:)
I nie mogę się doczekać poniedziałku, żeby iść do pracy i jednocześnie chcę żeby weekend trwał wiecznie.
Dlatego korzystam z leniwych śniadań i spokojnych dni, póki mogę:)
jajecznica na słodko ze smażonym bananem, świeżymi truskawkami słonecznikiem i kokosem w ulubionej miseczce w grochy

życzę Wam wspaniałego dnia:) i Słońca!

środa, 12 czerwca 2013

Przy środzie, jest pogoda na latanie - wygląda na to, że miesiąc czerwiec jest pod kryptonimem LOTNICTWA :)

Praca, pracą, ale przecież nie samą pracą żyje człowiek :)
A po pracy, oprócz całej masy głupot jakie robię zdarza mi się też robić coś pożytecznego. Jak większość z Was wie, w wolnych chwilach zdarza mi się bujać w chmurach, i to dosłownie :)
I znowu będę monotematyczna, bo nie ma nic lepszego od latania :) a latać każdy może:) W moim przypadku jestem "nawigatorem" wg nazewnictwa poprawnego politycznie. Wg mojego prywatnego nazewnictwa jestem balonowym groupie, a w porywach maskotką załogi:)
Jakąkolwiek przyjąć definicję - w końcu mogę powiedzieć, że sezon rozpoczęty na dobre i latamy, pokazujemy się, promujemy i jeździmy :)
taka jestem szczęśliwa jak mogę latać :)! wtedy fruwam z radości:)!
Plany są znakomite - piątek pokaz w Gnieźnie, sobota Pawłowice, niedziela Wrocław.
Przyszły tydzień piknik lotniczy w Oleśnicy, trochę tam porozrabiamy, a za 2 tygodnie zawody w Toruniu. Będzie się działo.
A taki był spokój... :)

p.s. wyzwanie 500 na 30 idzie mi doskonale:)

życzę Wam cudnego dnia! pogoda w końcu nadaje się do latania:)

piątek, 31 maja 2013

Są takie dni...

Że jedyne o czym marzę to kubek dobrej, aromatycznej kawy.
Nie filiżanka tylko porządny kubek. I dzisiaj jest właśnie ten dzień.
Zapraszam na kawę o poranku:


Plany na dzisiaj? Ambitne - wypiję kawę, obudzę się, popracuję, pojadę na balonowy pokaz, a potem wrócę do domu i padnę :)
I poczekam na Dzień Dziecka :)

czwartek, 16 maja 2013

Jakim cudem jest już czwartek?

Tydzień rozkręcił się na dobre, sporo się dzieje, a tu już czwartek :)

Poranne bieganie, szybkie śniadanie (placuszki otrębowe z bananem), masa spotkań w pracy, joga,intensywny dzień:)

a takie widoki mam przy porannym bieganiu :)

zapraszam w rowerowe klimaty :):):)

wtorek, 7 maja 2013

Przy wtorku, w maju, na pewnej planecie zwanej Ziemia:)

Jestem:) wczorajszy plan dnia nieco się zaburzył, ale tak to bywa pierwszy dzień po urlopie:) Uwielbiam moją pracę:)
I tak zanim się zorientowałam i zjadłam kanapkę jest już szczęśliwie wtorek.

kanapka z kurczakiem i warzywami na patelnię
A teraz już koniec owijania w bawełnę!
Nadszedł czas na moją chwilę prawdy:) Gotowi?
Już od dawna krążył mi po głowie pewien pomysł, ale ciągle coś mi stawało na drodze (a może po prostu szukałam wymówek?)... i tak się złożyło, że majowy weekend miałam dosyć luźny, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości i udało się:) dlatego właśnie chciałabym Was serdecznie zaprosić na mój nowy blog:)
pensjonarkanarowerze.blogspot.com
miejsce trochę bardziej poukładane niż ten tu śmietniczek, ale mam nadzieję, że będzie ciekawie:)
z mojej strony postaram się znajdywać dla Was ciekawostki, umieszczać fajne zdjęcia i pasjonujące historie. Liczę na Wasze wsparcie i na początku wyrozumiałość ponieważ to dla mnie nowe terytorium i nowy początek:)

I jeszcze cytat tygodnia (bardziej trafnie nie można nas podsumować:)):

"z naszymi dialogami jest tak, że ja bardzo emocjonalnie mówię, a ty bardzo emocjonalnie słuchasz"

by Ekstremalny
:)

niedziela, 5 maja 2013

Majówka ma się ku końcowi, czyli zaklinanie pogody, aktywne chwile w górach, oczekiwania pracoholiczki i Dialogi Rodzinne

Wolne dni dobiegają końca, a ja już nie mogę doczekać się powrotu do pracy... tak, wiem, to się podobno leczy:) ale jakoś muszę z tym żyć:)
Tymczasem mała relacja z mijającej Majówki:)
Jak dojechaliśmy na miejsce... pogoda jak obiecywano była mglista, a nas zdziwił korek! Tak, prawdziwy, regularny korek... ciężko było dojechać do naszego domku (tak się składa, że znajduje się w pobliżu jednej z atrakcji kowarskich, czyli sztolni...), ale daliśmy radę:


Jedzenie w górach smakuje wspaniale! a do tego kiedy w kuchni rządzi moja Mama, do spółki z Ciocią i ze mną będzie smacznie i zdrowo:) w telegraficznym skrócie, mały wycinek śniadaniowy:



W sobotę w końcu udało się ruszyć na szlak:) było wspaniale:)


mam też dzisiaj dla Was specjalną, majówkową edycję Dialogów Rodzinnych:) a może powinnam napisać rodzinnych przygód w podróży:)?
Tytuł roboczy: "Ja Cię kocham, a Ty śpisz!"
osoby: Ojciec, Mama (znacie ich chociażby z dialogów tu, tu i tu.
wprowadzenie: historię znam z opowieści, ale pozwolę ją sobie tu przytoczyć, bo uroczo pasuje do moich Rodziców, którzy zawsze potrafią mnie rozbawić wydarzeniami z ich życia:) Dotyczy przygody jaka spotkała moich Rodziców w drodze w Karkonosze na Majówkę[przyp. autorki - Mam sporą rodzinę, w tym roku jechaliśmy w góry kilkoma samochodami i każdy dojeżdżał na miejsce w terminie, który był mu najbardziej odpowiedni].
A zatem 1 maja moi Rodzice wsiedli do samochodu i pojechali do Kowar. Po drodze było całkiem sporo samochodów, w pewnym momencie zatrzymali się w kolejce ponieważ w jednej z mijanych miejscowości był zamknięty przejazd kolejowy. Samo południe, gra radio, spokojna muzyka, Ojciec zgasił silnik, ponieważ zapowiadało się na dłuższą przerwę. Przed nimi kilkanaście samochodów, za nimi zbierała się coraz większa kolejka aut. Za oknem szaro, buro, a w radiu gra spokojna relaksująca muzyka, w samochodzie jest ciepło i przyjemnie... W pewnym momencie moja Mama przymknęła oczy, mówiąc sobie, że to dosłownie na 2 sekundy, skoro gra spokojna muzyka w radiu, a przejazd kolejowy jest zamknięty... W pewnym momencie otwarła oczy... rozejrzała się wokoło... przed nimi ani jednego samochodu, z przeciwka nic nie jedzie, przejazd kolejowy otwarty. Spojrzała do tyłu... za nimi kolejka samochodów po horyzont... Spojrzała na siedzenie kierowcy...a tam mój Ojciec, zupełnie komfortowo i bezstresowo, korzystając z chwili, że przejazd jest zamknięty, a w radiu gra spokojna muzyka... chyba nie muszę kończyć, sami wiecie co zrobił:) uciął sobie drzemkę!
Mama (w lekkim szoku, z rozbawieniem w głosie): co Ty robisz? dlaczego nie jedziesz tylko śpisz?
Ojciec (rozbudzony, właśnie zorientował się w sytuacji spoglądając w lusterko): no jak to dlaczego? bo mnie nie pilnujesz!
Rodzice jadąc do celu co chwilę wybuchali śmiechem:) najbardziej rozbawiło ich to, że ucięli sobie drzemkę, a nikt za nimi nawet się nie zorientował, nikt ich nie wyprzedzał, wszyscy tylko po prostu grzecznie czekali, aż ruszą:) ach, życie w małych miasteczkach jest cudownie spokojne, trochę w innym wymiarze czasowym:)
we Wrocławiu po jakiejś jednej dziesiątej sekundy wszyscy by trąbili:)

a już jutro... pierwsza odsłona mojego PROJEKTU:) coraz bardziej się stresuję, mam nadzieję, że będziecie ze mną:)

miłego, spokojnego, majówkowego wieczoru:)!

środa, 27 marca 2013

A co jest najfajniejszego w tej środzie?

Najfajniejsze jest śniadanie przy dziennym świetle:)!

owsianka z patelni z samymi pysznościami, czyli słonecznikiem, pestkami dyni, siemieniem lnianym, cynamonem, jogurtem i bananem:) może jeszcze trochę zimowo, ale za oknem -2 (słownie minus dwa!)

Jakoś się poprawił mi nastrój, chociaż pracy mam tradycyjnie "po kokardę", chociaż zima jeszcze trzyma, chociaż kontuzja nadal trochę doskwiera (ale jest o wiele lepiej!). Wczoraj relaksujące popołudnie, a wieczorem po zebraniu klubowym byłam na aquaerobiku:) pierwszy raz i nie spodziewałam się, że jest to całkiem wyczerpująca sprawa:) ale podobało mi się, było tak jak być powinno - czułam, że ćwiczę.
Zatem dzisiaj ruszam z nowymi siłami na cały długi dzień (bo w planie praca, joga i kurs francuskiego).
Do Wielkanocy przygotowania są na poziomie zerowym, zarówno od strony duchowej jak i kulinarnej. Liczę na to, że jakoś to nadrobię, może trochę inaczej niż zwykle, ale liczą się efekty prawda?

życzę Wam miłego dnia:) oby do wiosny!

czwartek, 10 stycznia 2013

Sama przeciwko...? no właśnie! Oto jest pytanie :)


dzisiejsze śniadanie - owsianka z jajkiem, jabłkiem, winogronami, cynamonem i imbirem jako posiłek po treningu:)


Dzieje się:) sportowo - pojawiła się możliwość sprawdzenia siebie w Triathlonie w Poznaniu, o której już pisałam i jestem o malutki krok od wpisania się na listę.
W głowie już chcę (już tak bardzo chcę, chcę tak bardzo, że nie mogę się doczekać porannych biegów i wieczornych ćwiczeń, tak bardzo chcę :):):)), więc chyba dokonam tej formalności w tym tygodniu. Serce nie sługa. Chciałam zatytułować post "sama przeciwko wszystkim", ale mam tyle pozytywnych sygnałów od rodziny, przyjaciół , znajomych, współpracowników na temat mojego pomysłu, że mam wrażenie, że tylko resztki mojego rozsądku, na przemian ze zwyczajnym tchórzostwem już tylko powstrzymują mnie przed ostateczną decyzją.

W pracy sajgon. Myślałam, że będzie spokojniej, a tu klops. Znowu zostaję sama na 2 stanowiskach przez najbliższe 2 miesiące. Ale dam radę, dam radę, dam radę:) jak ja nie dam rady, to kto ma dać? :)

a weekend zapowiada się biały i narciarski:) to będzie coś:)

sobota, 29 grudnia 2012

2012... koniec pewnej epoki?

Miał być koniec świata. Na szczęście nie było.
Były za to wspaniałe święta i cudowny czas spędzony w mojej wielkiej, głośnej rodzinie we włoskim stylu:)





Dla mnie rok 2012 będzie z pewnością końcem pewnej epoki.
Skłaniam się ku podsumowaniom szczególnie, że leżę w łóżku przeziębiona (na tyle, że siedzę w domu w sobotę i nawet nie biegałam!), więc mam trochę czasu. Przygotuję jeszcze foto podsumowanie, ale tymczasem mały wtęp.
To był bardzo ciężki rok, rok podporządkowany w dużej mierze mojej pracy, z kilkoma "krytycznymi" miesiącami, kiedy właściwie spędzałam w pracy 10h-12h na dobę. To był też rok wysokich lotów, zawodów balonowych i wielu przygód z tym związanych.
To był też rok zmian w mojej głowie. Postanowiłam odrobinę zwolnić, zająć się sobą, zakończyć kilka rzeczy.
Muszę się przed sobą przyznać, że się udało. Czuję, że jestem spokojniejsza, mogę spokojnie wypić kawę w szlafroku w niedzielny poranek, nie rzucam się tak jak kiedyś i nie szamoczę z rzeczywistością (chociaż cały czas nad tym pracuję :)).
Wreszcie ktoś w końcu otwarł moją głowę i serce. Zakochałam się. Zupełnie niespodziewanie i nieoczekiwanie, jak to zwykle bywa w powieściach.

Czekam z niecierpliwością na Nowy Rok.
2013.
Trzynastka zawsze była dla mnie szczęśliwa i myślę, że będzie podobnie w tym roku.
Będzie dużo wyzwań, dużo pracy i pewnie kilka sporych zmian.
Ale czekam na to wszystko.

A teraz zostawiam Was w tę cudną sobotę w "Manianowych"* klimatach:



*czyli prosto z wrocławskiej "Manany"

wtorek, 4 grudnia 2012

Wtorki i inne dni tygodnia

Grudzień 2012... ależ ten rok szybko minął... bo właściwie przecież właśnie się kończy.
U mnie dużo zmian, jak zwykle jeszcze więcej pracy i nowy projekt, który się coraz bardziej rozkręca i zaczyna nabierać realnych kształtów:)

W weekend byłam na andrzejkowych zawodach balonowych, ostatnich w tym roku, w Kępnie. Warunki pogodowe miały być fatalne, ale dostaliśmy pierwszy prezent świąteczny, ponieważ 1 grudnia było idealnie i udało się zrobić 2 loty:)
Piękne widoki, Słońce, wspaniała atmosfera i cudowni ludzie.

Taki miałam weekend:



a tu nasz cel...

a tu autoportret :)

ostatnio w sieci natknęłam się na taki obrazek... i czasami myślę, że może to mój przypadek :):):)


źródło

miłego tygodnia :)!







niedziela, 18 listopada 2012

Trochę kultury, trochę sportu, trochę jedzenia, kontuzja i helikopter!

Zbyt duże tempo życia? Ależ skąd, u mnie to przecież standard:)
A zatem pracy mam przysłowiowo "po kokardę", nowy projekt, nowe możliwości i się kręci.

Sport - uzależnienie od biegania trwa, chociaż ostatnio doskwiera mi jakaś niespodziewana kontuzja kolana - ryzyko zawodowe chodzenia na obcasach czasami się ujawnia właśnie w ten sposób.

9 listopada byłam na premierze spektaklu we wrocławskim Capitolu, o oryginalnym tytule:

"Ja, Piotr Rivière, skorom już zaszlachtował siekierom swoją matkę, swojego ojca, siostry swoje, brata swojego i wszystkich sąsiadów swoich..."

i pierwsza jego część mnie zachwyciła, druga znudziła... a całość trwała 4h, więc wiem co mówię:)

Mogłam ostatnio pogłębić miłość mą bezwarunkową do latania... tym razem miałam okazję przelecieć się helikopterem!

Poza tym w wolnych chwilach gotuję i to całkiem sporo, a do tego wszystkie posiłki podaję na moim nowym stoliku w kuchni:)
idealne niedzielne śniadanie, jajka na twardo, grzanki, serek wiejski, łosoś, a na deser czekoladowe pankejki z domowej roboty sosem wiśniowym


banany, jabłka, orzechy... jesienne klimaty

Tymczasem delektuję się niedzielnym wieczorem i zbieram siły na nowy, wspaniały tydzień w takich oto muzycznych klimatach: