środa, 24 grudnia 2014

Wigilia! Cudowny świąteczny klimat:)

Tak - czas minął szybko i intensywnie - kartki wysłane, dom przygotowany, pierniczki i ciasteczka upieczone, pierogi ulepione, ja zadbana i właśnie zbieram się do wyjazdu w góry - tradycyjnie Boże Narodzenie spędzamy rodzinnie w Karkonoszach:)

Życzę Wam cudownych, rodzinnych, zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku spełnienia - w życiu zawodowym, osobistym i we wszystkich dziedzinach, w których czujecie taką potrzebę.

piątek, 5 grudnia 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 3 tygodnie!

Tak, tak :)
już grudzień, już świąteczny klimat czuć w powietrzu, jest pięknie. W moim ukochanym Wrocławiu już coraz więcej rozświetlonych budynków, kolorowych lampek i iluminacji:)
a u mnie? jest wieniec adwentowy... i póki co tyle.

Wieniec adwentowy, jedna świeca zapalona... oczywiście w czerwieni, kolor Świąt :)

Pierniczki co prawda upieczone, ale czekają na ozdabianie, nie mamy jeszcze choinki ani lampek w domu. Czekamy jeszcze trochę, ale myślę, że już w najbliższych dniach pojawi się piękna choinka:)
i czuję świąteczny klimat i dzwonek w telefonie opowiada o powrocie do domu na święta... i jest pięknie, po prostu pięknie!

wtorek, 2 grudnia 2014

Pamiętnik z czasów przeprowadzki (cz.2)

Nasza kuchnia dawno, dawno temu... czyli w trakcie remontu:)
...czyli jak przetrwać koszmar zwany remontem? Ostrzegam, że poniżej znajduje się bardzo drastyczny materiał :) Część pierwszą, na temat pakowania, mogliście przeczytać tu.

Tak. Przeżyliśmy remont. Miało być 4 tygodnie, wyszło 8. Niestety, ale przy remontach nie można niczego zaplanować tak dokładnie jakbym tego chciała. Bo ja lubię planować i poukładać sobie przyszłość na tyle żeby mieć poczucie bezpieczeństwa (nawet jeśli jest ono złudne:)).

Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się, że remont trwa
I tak zaplanowałam sobie szczegółowo co i kiedy powinno być zrobione, ale nie przewidziałam opóźnień w dostawie zamówień, problemów stricte technicznych, potrzeby ciągłej akceptacji absolutnie wszystkiego związanego z każdym szczegółem remontu i humorów fachowców.
Bo Pan Majster czuje się pewnie - jest specjalistą z krwi i kości, zawsze, ale to zawsze ma rację i nawet jak nie wie o co chodzi, będzie wciskał Ci własne teorie. Do ostatniej kropli krwi.
Teraz patrzę na to z pewnym luzem, śmieję się z naszych przygód, ale były chwile kiedy byłam na granicy wylewu :)

A zatem, po moim krótkim wstępie, macie pewien zarys co może taki remont oznaczać.
Ale to tylko zarys.

W pierwszym tygodniu przeglądasz oferty sklepów, szukasz instytucji wywozu gruzu z mieszkania (w końcu łazienka do generalnego remontu), załatwiasz formalności, idziesz do spółdzielni zgłosić remont i wymianę grzejnika. Wszystko idzie sprawnie, a Ty jesteś pod wrażeniem własnych zdolności organizacyjnych.

Po dwóch tygodniach zaczynasz coraz częściej bywać w Castoramie. Słabo orientujesz się gdzie co jest, poza tym nazwy tych wszystkich przedmiotów, które musisz kupować wprawiają Cię w lekkie zakłopotanie. Ale jesteś pełna energii i wiary we własne siły, z optymizmem patrzysz w przyszłość, jedziesz do IKEI wybierać meble kuchenne. Świat jest piękny, a twoje mieszkanie... wkrótce też będzie piękne! Często dzwonisz do spółdzielni dopytać o szczegóły.

Po trzech tygodniach opóźnienia zaczynają być widoczne - kafelki nie przyjechały na czas, podłoga zamiast 2 dni jest odnawiana 5 dni, czas, czas, czas goni. W Castoramie bywasz już codziennie, zaczynasz orientować się co można znaleźć w jakim dziale, nazwy wymawiasz już spokojnie. Jesteś 4 raz w jednym tygodniu w IKEI, zaczynasz być telefonicznym prześladowcą projektanta, bo musisz mieć termin projektu i montażu. Regularnie odwiedzasz biuro spółdzielni, zaczynają na Ciebie dziwnie patrzeć. Dostajesz numer telefonu do Kierownika Osiedla ze względu na nieustające pytania.

Po czterech tygodniach dalej nic nie jest skończone, za to wszędzie jest bałagan, kurz i brud a termin przeprowadzki tuż tuż... W Castoramie bywasz już kilka razy dziennie, poruszasz się po niej swobodnie a pracownicy zaczynają Cię poznawać i się kłaniać. W IKEI bywasz codziennie, wybierasz, decydujesz, udało się załatwić termin montażu, zakupy dokonane. Stan konta wygląda coraz słabiej... Zaczynasz jeździć na wysypisko śmieci, żeby pozbyć się nowego gruzu (który cały czas gdzieś zalega nie wiadomo skąd...). Pani z biura Spółdzielni już poznaje Cię po głosie jak dzwonisz.

Po pięciu tygodniach przebiegasz przez Castoramę z prędkością światła (ale za to 4 razy dziennie), wiesz gdzie można znaleźć wszystko. Pracownicy mówią do Ciebie po imieniu. Po godzinach pracy przestajesz wyglądać jak cywilizowany człowiek - jesteś umazana farbą, klejem, zaprawą i innymi świństwami. Fachowiec znudził się robotą i postanowił Cię porzucić. Jako porzucona kobieta często wpadasz w histerię, poza tym mieszkasz na kanapie u Rodziców. Ich kot patrzy na Ciebie jak na wroga, bo to jest JEGO pokój. Twój własny Mąż też patrzy na Ciebie spode łba. Nawiązali z kotem jakąś komitywę czy co?!
Kotek dostojnie siedzi... parkowanie samochodu też mu nie odpowiadało...
Jesteś bezdomna. Przynajmniej rozumieją Cię na wysypisku śmieci, którego jesteś stałym gościem. Natomiast w Spółdzielni przestali Cię rozumieć. Kierownik Osiedla przestał odbierać telefony od Ciebie. Skąd wiesz? Jak próbowałaś z innego numeru to odebrał!

Po sześciu tygodniach mieszkanie przypomina nadal plac budowy, ale robi się coraz czyściej. Z pomocą Rodziny i Przyjaciół powoli małymi krokami remont zbliża się ku końcowi. Jeszcze jest mnóstwo do zrobienia, ale niedługo przyjadą meble do kuchni, więc mieszkanie zaczyna wyglądać. Nadal bywasz w Castoramie. Jeździsz też na wysypisko. Zrezygnowałaś z kontaktów ze Spółdzielnią. Skoro przestali Cię lubić to pewne rzeczy możesz zmienić bez konsultacji. Mąż i kot nadal trzymają sztamę, za to wyraźnie zaczęli Cię akceptować.
Taka byłam szczęśliwa na wysypisku... momentami czułam się jak w domu:)
Po siedmiu tygodniach masz już kuchnię. Łazienka jest właściwie gotowa. Heroicznie podejmujesz decyzję o przeprowadzce.Wkurzają Cię wszystkie kartony, czekasz na montaż szaf, chodzisz do pracy cały czas w tych samych ciuchach i już współpracownicy pytają czy wszystko ok. No pewnie! Już nie jeździsz na wysypisko śmieci:) Castorama natomiast jest nadal na liście obowiązkowych punktów dnia.

Po ośmiu tygodniach zaczynasz się rozpakowywać do szaf. Zaczyna być pięknie. Powoli mieszkanie jest uporządkowane. Znalazłaś nawet rzeczy, które podejrzewałaś o zaginięcie.
Do Castoramy jeździsz rzadziej, ale jest jeszcze sporo spraw do wykończenia.
Obiecujesz sobie, że prowizorka nie zostanie prowizorką...

czwartek, 27 listopada 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 4 tygodnie!

4 tygodnie do ostatnich chwil przed Świętami :)
Co u mnie?
Kartki wymyślone, a w weekend robię wieniec adwentowy. Nie znalazłam ciekawych opcji na kalendarz adwentowy, a nie wiem czy zrobię swój... zobaczę jak z czasem będzie:)

W weekend porobię zdjęcia i zobaczycie co mi wyszło:)
Tymczasem pochodziłam sobie po Jarmarku Bożonarodzeniowym we Wrocławiu i złapałam trochę świątecznych inspiracji i czuję już klimat!
W weekend też wyciągnę moją płytę z muzyką świąteczną i oficjalnie zacznę sezon:)


Pierniczki! już niedługo zrobię swoje:)
Tymczasem znikam, pędzę piec ciasto śliwkowe, jutro u nas parapetówka :)
udanego popołudnia!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Pamiętnik z czasów przeprowadzki (cz. 1)

Ledwo skończyliśmy rozpakowywanie kartonów, trwają jeszcze prace wykończeniowe (montowanie firanek, lamp, kupowanie mebli) a mi przypomniało się o przeprowadzce i remoncie. A raczej o ich początkach...

Powiem szczerze - remont mieszkania (taki spory, bo z odnawianiem podłóg, demolką łazienki i kuchni i malowaniem wszystkiego co możliwe) oraz przeprowadzka to duże przedsięwzięcie. Rzekłabym, że nawet nie podejrzewaliśmy jak DUŻE. Teraz mądrzejsza o wiele doświadczeń (raczej gorszych:)) i na granicy nerwicy mogę spokojnie udzielać rad. Taka ze mnie mądrala. A tak na serio - być może moje doświadczenia pomogą komuś w dobrym przygotowaniu do przeprowadzki?

Tutaj początek pakowania - wszystkie kartony poszły w ruch i powoli wszystko zostało w nich umieszczone:)


Co zauważyłam to bardzo ważne jest dobre i przemyślane spakowanie - my, oprócz tego, że wcale nie mamy dużo rzeczy zrobiliśmy dodatkowo sporą czystkę w szafach - stare ubrania, naczynia, książki - porozdawaliśmy w różne miejsca - znajomi, rodzina a także instytucje charytatywne trochę rzeczy od nas ostatnio dostały. Poza tym sama zajęłam się pakowaniem. Zdobyłam sporą ilość kartonów i rozplanowałam co i jak.
Podzieliłam kartony na - kuchnię, łazienkę, pokój. To bardzo ułatwiło później ich przechowywanie - od pakowania do rozpakowywania trochę czasu minęło ze względu na opóźnienia remontowe. Ubrania osobno - zarówno moje, jak i mojego Męża popakowaliśmy do walizek, żeby był do nich jakiś dostęp (w praktyce i tak było ciężko). Buty w osobnym kartonie, książki osobno, sprzęt elektroniczny osobno. Wszystko poopisywałam dosyć szczegółowo np. "książki - przewodniki, kucharskie, ulubione" albo "łazienka - proszki, płyny, kosmetyki większe", dzięki temu nie musieliśmy otwierać wszystkich kartonów kiedy czegoś szukaliśmy. A przyznam, że nawet przy moim uporządkowaniu zdarzało nam się czegoś szukać - jednego pudełka z moimi gadżetami do ozdabiania, naklejkami i albumami szukałam chyba tydzień :)

Po spakowaniu się w naszej skromnej 30 metrowej kawalerce byliśmy przerażeni - tyle rzeczy? To niemożliwe? Przecież my NIE MAMY tyle rzeczy... a jednak. To wszystko wyglądało strasznie.

Po przeniesieniu wszystkiego do naszego dużego mieszkania, które ma ponad 60 metrów i 3 pokoje... okazało się, że bez problemu wszystko zmieściliśmy w szafach a do tego musimy kupić meble, bo w salonie jest jedynie narożnik i jest strasznie pusto (ten sam narożnik w kawalerce zajmował większą część przestrzeni:)).

PODSUMOWUJĄC - Co w takim razie jest ważne podczas przeprowadzki?
Dobre rozplanowanie przestrzeni, spora ilość kartonów (nie warto ładować ich do pełna, ponieważ później trzeba się nadźwigać:)), poświęcenie czasu na dokładne opisanie wszystkiego (później można zaoszczędzić ten czas i nerwy na poszukiwaniu przedmiotów), dobra kondycja (noszenie wszystkiego, przesuwanie - o tak, od tego mogą urosnąć mięśnie:)) i dobry nastrój.
Bo tak już jest, że przeprowadzki to spore wyzwanie i powodują lekką nerwowość - mój Mąż jest oazą spokoju za to u mnie dynamiczny charakter czasami powoduje... pewną wybuchowość, że to tak delikatnie określę. Zatem poczucie humoru było kluczowe:)

Teraz już mogę spojrzeć na to wszystko z perspektywy i spokojnie o tym pisać, ale przyznam, że mimo, że mam już wprawę (3 duże przeprowadzki za mną) to nadal pakowanie wzbudziło spore emocje. Cieszę się, że mam już to za sobą i mogę cieszyć się spojkonym życiem w naszym nowym mieszkaniu:)



sobota, 22 listopada 2014

Recenzja - książka kucharska dla aktywnych

Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę od wydawnictwa Inne Spacery "Książkę kucharską dla aktywnych". Ponieważ byłam w trakcie remontu i przeprowadzki testowanie przepisów zostawiłam sobie na moment kiedy moja kuchnia będzie gotowa. Bo co to za recenzja książki kulinarnej bez zrobienia chociaż kilku przepisów? Wcześniej miałam okazję przeczytać książkę "Waga startowa" (recenzja tu) i muszę przyznać, że "Książka kucharska" jest jej świetnym uzupełnieniem.
Teraz kiedy moja kuchnia od miesiąca jest już moja mogłam zacząć wertowanie stron. I muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Przepisy są pogrupowane w zależności od rodzaju posiłku - na śniadania, obiady, kolacje, przekąski oraz od trudności przygotowania (dla sportowców początkujących w kuchni i bardziej wprawionych:)). Bardzo fajnie się to przegląda i wybiera przepisy do przygotowania - te proste wymagają maksymalnie kwadransa, te trudniejsze 30min... no cóż:) przecież wiadomo, że sportowiec musi mieć czas na trening. A jeszcze jeśli do tego pracuje i ma kilka innych pasji, tak jak ja... no to każda minuta jest ważna:)
Bardzo odpowiadają mi przepisy, szczególnie teraz kiedy poszukuję wege inspiracji (tak, tak, zaczynam powoli iść w kierunku wege:)), są proste, smaczne i bardzo fajnie opisane. Większość składników jest dostępna, więc nie ma problemu z przygotowaniem potraw. Poza tym tak pasuje mi ta kuchnia, że muszę przyznać, że zwykle część składników po prostu mam w lodówce.
Póki co przetestowałam kilka przepisów i jestem bardzo zadowolona. Mój Mąż też zauważył kilka nowych dań i chociaż jest wymagający przyznał, że to całkiem udane propozycje:)

Lekkie sałatki - przepisów na nie i inspiracji znajdziecie w książce mnóstwo - idealne na kolację!

Zdecydowanie moja ostatnia miłość - sałata, ser gorgonzola, orzechy włoskie i gruszka:)

Granola z cynamonem i owocami suszonymi

Upieczona i zapakowana granola... chce się jeść:)

Trochę granoli do śniadania i już chrupie:)

Rządzę w kuchni:) jest moja:)

Zupa z soczewicy i pomidorów - idealna na jesień!
Tak, właśnie, siedzenie w mojej kuchni i testowanie przepisów to jest to co lubię:) nie poprzestanę na tym:)
A jakie u Was plany na weekend? U mnie oprócz gotowania i małych przygotowań świątecznych jest w planie kino (w końcu:)), relaksowanie się, oczywiście małe treningi, jak pogoda pozwoli to wycieczka rowerowa i spotkanie z przyjaciółką:)

Udanego weekendu!

czwartek, 20 listopada 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 5 tygodni, czyli co zrobiłam i co mam w planach

W tym tygodniu będę miała trochę luźniejszy weekend. Huuurrraaa:)!
Już poczyniłam pewne przygotowania do niego, poza odpoczywaniem mam już oczywiście małą listę planów :) trochę pod znakiem Świąt ponieważ we Wrocławiu od jutra jest otwarty Jarmark Bożonarodzeniowy!


Z pewnością wybiorę się na spacer do centrum i podpatrzę co i jak w tym roku:) 




źródło Jarmark Bożonarodzeniowy


Planuję zająć się kartkami świątecznymi, jeszcze nie wiem czy będę je robiła sama czy zdecyduję się kupić jakiś wybrany przeze mnie projekt na Allegro.
Najważniejsze - wybrałam kolor przewodni na wystrój mieszkania - to czerwień wpadająca w bordo. Będzie pięknie. Kupiłam już świece do wieńca adwentowego, który mam zamiar skompletować do przyszłego tygodnia (już w przyszłą niedzielę zaczyna się Adwent) :)

Przeglądam oferty różnych sklepów internetowych - muszę przyznać, że jest mnóstwo inspiracji, bardzo dużo ciekawych pomysłów można znaleźć na Tchibo, którego jestem fanką i stałą klientką od lat. Rzeczy może nie należą do najtańszych, ale są dobrej jakości i zawsze ładnie wyglądają. Mnóstwo inspiracji można także znaleźć na Allegro i tu będąc odpowiednio zdeterminowanym można coś ugrać na cenie, ale trzeba uważać na jakość.

Myślę o drobiazgach dla Najbliższych (planuję albumy ze zdjęciami ślubnymi jako prezent dla Babć, szukam też drobiazgów dla Przyjaciół ponieważ nie robimy sobie dużych prezentów - chodzi raczej o pamięć:)). Dużo mam refleksji także o świątecznej imprezie w pracy ponieważ w tym roku organizuję ją od początku do końca sama, a jest to przyjęcie na 300 osób, więc mam wyzwanie:)

I tak do Świąt już coraz bliżej i nawet szara, późna jesień za oknem nie zepsuje mi tych wspaniałych chwil:)

A jak Wasze plany na ten tydzień? Powoli zaczynacie myśleć o Świętach? A może już macie wszystko zaplanowane? W waszych miastach odbywają się Jarmarki Świąteczne? Wybieracie się na nie w tym roku?

sobota, 15 listopada 2014

Jak przetrwać weekend w Paryżu, czyli bardzo subiektywny przewodnik po mieście zakochanych

Byłam w Paryżu. Nie raz, może dwa:)
Byłam też w wielu innych, wielkich miastach świata. Jestem podróżnikiem z zamiłowania. Przez jakiś czas byłam też podróżnikiem z zawodu (pracowałam jako stewardessa w LOT). Społecznie udzielam wszelkich rad - od sposobu spakowania się do jednej małej walizki na 2 tygodnie podróży, przez metody postępowania na różnych lotniskach świata i zachowanie w samolocie, po absolutne must have na wyjeździe. Najeździłam się i poznałam pewne zasady podróżowania międzynarodowego. Lotniska, samoloty, taxi, metro. Wszędzie wygląda to podobnie. Jest opcja luxury i low cost. Do wyboru do koloru.
Co jest najważniejsze? Uważać na siebie (i na bagaż), mieć ograniczone zaufanie do innych ludzi (najważniejszy jest rozsądek), czytać znaki, nie bać się pytać i być otwartym na nowe, inne.

W Paryżu wszystko jest pięknie - światła, zabytki, croissanty i dobre wino. Ale trzeba pamiętać, że jest to naprawdę duże miasto. Z metrem. Z pociągami, z wielkimi chodnikami, z rowerami, z ogromną ilością samochodów i ludzi.

Najważniejsze to dobra lokalizacja.

Odległości są tu inne niż w Polsce. Nawet dosyć rozległa Warszawa (jak na polskie realia) jest... nieporównywalna. Dlatego warto się zastanowić co jest dla nas podczas wyjazdu najważniejsze (szczególnie jeśli planujemy tylko weekend) i zamieszkać w odpowiednim miejscu. Dla mnie było oczywiste - jak w Paryżu to musi być w centrum! Nieważne, że drogo i małe pokoje:) Wszędzie blisko, a poza tym czy śniadanie na placu Saint Michel nie jest warte każdych pieniędzy :)?



W metrze nie spiesz się, czytaj oznakowania.

Miasto żyje. Są remonty, są zmiany w organizacji. Nie ufajmy ślepo przewodnikowi, który został kupiony w Polsce. Nie przejmujmy się tłumem, takim pewnym siebie, pędzącym, który zapewne jeździ codziennie do pracy tą trasą. Po prostu trzeba dać sobie czas, spokojnie przeanalizować linię, którą chcemy jechać. Metro jest dla ludzi, co więcej dla ludzi mówiących w wielu językach, z różnych stron świata. Poruszanie się w nim to sama przyjemność.

Próbuj nowości.

Nie ma lepszego sposobu na poznanie innych kultur jak spróbowanie miejscowego jedzenia. Nie bój się eksperymentować - najwyżej Ci nie zasmakuje, to nie koniec świata. Spróbuj miejscowego śniadania, idź do małej, niekomercyjnej knajpki i zjedz coś czego nazwy nie umiesz przetłumaczyć. Jak nie będzie smakowało to próbuj dalej. Jak zasmakuje to masz nowe odkrycie. My próbowaliśmy wszystkiego, ale z naciskiem na miejscowe sery i wina. Znaleźliśmy specjalny sklep, który był dedykowany tylko i wyłącznie lokalnym francuskim serom. Ceny były wysokie, ale smaki i aromaty wynagrodziły wydatek:) A atmosfera w środku... nie do opisania, jeśli rozumiecie co mam na myśli... :)




Dobrze się ubierz.

Wygodne buty, fajne ciuchy. To nie jest przyziemne. Jeśli lubisz zwiedzać stolicę światowej mody w dresie - spoko. Ja wybrałam strój odpowiedni do jesiennej aury (nie ma nic gorszego niż marznąć! poza tym prawdziwa dama nigdy nie marznie:)) - wysokie, skórzane botki, czarny, rozkloszowany płaszcz, który wygląda trochę jak sukienka. Do tego same kobiece sukienki, berecik, rękawiczki i mała, zgrabna torebka. Bo lubię ładnie i kobieco wyglądać każdego dnia, więc jak mogłabym wyglądać inaczej w Paryżu :)? Może warto pomyśleć, właśnie o wygodnym, ale eleganckim stroju, żeby złamać trochę stereotyp turysty?



Planuj.

Nie mówię, żeby być niewolnikiem grafiku. Ale w podroży do tak dużego miasta jakim jest Paryż warto mieć chociaż zarys tego co chce się zobaczyć. Dla mnie tym razem był jeden cel - zobaczyć na spokojnie Muzeum D'Orsay. Poza tym odwiedzić ekskluzywną perfumerię Jovoy przy planu Vendome i zrobić tam małe zakupy:) Plan zrealizowałam w 100%. Do tego spacery, lunch i kolacja pod Wieżą Eiffla, wizyta na Montrmartre. Wszystko było samą przyjemnością. Zaplanowałam bardzo spokojny weekend. Uznaliśmy, że lepiej zobaczyć kilka rzeczy na spokojnie niż pędzić przez Paryż w imię odhaczania punktów. Przecież zawsze możemy tam wrócić. Chyba, że Paryż jest po prostu punktem na liście setek miast, które są w planie "do zwiedzenia". Wtedy nie mam uwag.

Spaceruj.

Świetnym sposobem na poznanie miasta (każdego) są piesze wycieczki. Jak się przejdzie wiele ulic lepiej się zapamiętuje okolicę, łatwiej później odnaleźć się w terenie. A zatem nie należy się lenić a spacerować. Poza tym ruch to zdrowie i można spalić przy okazji te wszystkie miejscowe smakołyki:)



Wyluzuj.

Lampka wina do lunchu? A może małe zakupy? Wycieczka do ulubionej galerii? Czy super kaloryczny rogalik tuż po śniadaniu? Jeśli jest coś co Cię wyluzuje na wyjeździe i czujesz, że oderwiesz się od rzeczywistości - właśnie tak zrób. Inne miasto pozwala na większy luz i warto z tego skorzystać.


Poznawaj i pytaj.

Jestem typem podróżnika-poszukiwacza. Lubię rozmawiać z ludźmi, pytać, zastanawiać się nad lokalnymi zwyczajami i wyobrażać sobie idąc ulicami miasta co by było gdybym była Paryżanką? Gdzie miałabym mieszkanie? Gdzie byłoby moje miejsce pracy? Jakbym się ubierała? Takie pytania zawsze przychodzą do mnie jak jestem w nowym mieście. A po kilku dniach poza domem zawsze cieszę się, że już wracam.
Fajnie być Paryżanką na weekend, a Wrocławianką z urodzenia i ze świadomego wyboru.
Na całe życie.

czwartek, 13 listopada 2014

AKCJA! PRZYGOTOWANIA DO ŚWIĄT! 6 tygodni do Świąt - a Ty co masz zamiar zrobić w tym czasie?

Zostało 6 tygodni do Bożego Narodzenia. To dużo i mało jednocześnie. Dlatego myślę, że warto się już dzisiaj zastanowić jak wykorzystać dobrze te 6 tygodni, co w tym czasie zrobić, jak się zmobilizować, czego nam brakuje. 
źródło Love Nordic Design

Żeby nie przegapić niczego będę u siebie  na blogu i dla siebie, dla własnej mobilizacji, co tydzień w każdy czwartek od dzisiaj do 18 grudnia umieszczać moje plany na przygotowanie do Świąt oraz propozycje na dobre wykorzystanie tego czasu. 
Będzie organizacyjnie, będzie kulinarnie, trochę motywacyjnie i duchowo.

Dzisiaj 13 listopada, piękna data. Wiem, wiem - to jeszcze listopad. Do Świąt daleko. Jednak chcąc się dobrze do nich przygotować zaczynam już teraz. A do Was należy wybór czy będziecie tydzień przed Wigilią biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów, zmęczone, w tłumie ludzi, narzekając na gwar i nieustającą "Last Christmas" w tle. Czy może już na spokojnie będziecie mogły się zająć przyjemnościami, które same zostawicie sobie na koniec - ozdobami domowymi, spacerami po Jarmarku Bożonarodzeniowym, spotykaniem Przyjaciół a może leniuchowaniem przy kominku?
źródło weheartit.com

źródło Love Nordic Design


U mnie w planach jeszcze mamy sporo spraw związanych z wykończeniem mieszkania a także już wkrótce oficjalna parapetówka. A zatem w tym tygodniu zastanawiam się nad pomysłem świątecznym na wystrój domu - ponieważ mieszkanie jest nowe to muszę przejrzeć dekoracje, które miałam w moim małym mieszkanku. Ze względu na dużo większą powierzchnię z pewnością będziemy musieli coś dokupić (będzie duża choinka to już wiem:)) poza tym będę wkrótce robiła nowy wieniec świąteczny na drzwi (mój "panieński" był różowy, więc odpada:)).
źródło digsdigs.com
Zatem poprzeglądam internet i allegro w poszukiwaniu inspiracji, może też złożę już w tym tygodniu jakieś zamówienia (tak aby był czas na dojście paczek), wybieram też kolor przewodni i chciałabym zamówić kartki świąteczne - zgodnie z tradycją w grudniu wysyłam także życzenia papierowo, mają dla mnie wartość sentymentalną, zupełnie inną niż smsy czy maile. Na elektroniczne życzenia mogę sobie pozwolić w relacjach zawodowych, ale Rodzina i Przyjaciele zasługują na coś więcej:)
Macie jeszcze wątpliwości, że już niewiele czasu zostało? Tak szczerze mówiąc to atmosfera świąt to jest to co kocham i lubię się cieszyć tym klimatem, muzyką, refleksjami, zimowymi wieczorami i świątecznymi kolorami. Lubię spotkania z Rodziną i Przyjaciółmi, lubię drobne prezenty, lubię wieczorne spacery do Kościoła i weekendowe wypady na narty, lubię wszystko co świąteczne.

Dziękuję za ten czas, za to, że mogę się nim cieszyć, za to, że mogę go świadomie przeżywać. Wybrałam to sama - to dużo fajniejsze niż narzekanie na komercję, świąteczne piosenki i kolorowe wystawy, bo wolę się cieszyć tymi kolorami, zapachami i uczuciami.
źródło pinger.pl
Udanego czwartku:)

środa, 12 listopada 2014

Paris, je t'aime :)

Było wspaniale! W piątek po pracy wsiedliśmy do samolotu i ruszyliśmy do stolicy mody, szyku, dobrego wina i śmierdzących serów:)
Najbardziej romantyczne miasto świata szybko podbiło moje serce (już kolejny raz:)), poza tym było wspaniałe:) Piękna, jesienna pogoda (trochę Słońca i nie za ciepło, czyli tak jak lubię), magiczne miejsca, światła, pyszne jedzenie i genialna lokalizacja hotelu (tak, tak sama rezerwowałam, nie było przypadku w wyborze hotelu przy samym Notre Dame, jak mieszkać w Paryżu to w ścisłym centrum, a co:)!) Spacery, spacery i jeszcze raz spacery!
Dlatego dzisiaj zapraszam Was na szybki "foto-spacer" ulicami Paryża, a mały bardzo subiektywny przewodnik pojawi się jeszcze w tym tygodniu:)
Chyba tej damy nie trzeba nikomu przedstawiać :) piękna!

Lunch we francuskim stylu - z widokiem na Wieżę Eiffla

Most Artystów i wyznania zakochanych...

Tak się cieszę na kolację

Ale na śniadania też się cieszyłam - jak dziecko:) Mój hit? Croissant aux amandes!

Sacre Coeur - klimat artystyczny... a może trochę komercyjny?

Trocadero - nie ma lepszego miejsca na romantyczny spacer wieczorową porą

Takie karuzele - rozczulały mnie za każdym razem jak widziałam je na ulicy:)
A u Was? Jak minął weekend listopadowy? Mam nadzieję, że był równie udany jak u mnie:)
życzę Wam pięknej środy!

czwartek, 6 listopada 2014

Listopad, czyli jak przetrwać jesień i co nowego u mnie

Listopad pojawił się zupełnie znienacka. Muszę przyznać, że czas mija wyjątkowo szybko a remont ciągnie się wyjątkowo wolno. Właściwie to remont już zakończony, ale trwają jeszcze prace wykończeniowe - wybieram poduszki, firanki, lampy i różne drobiazgi, dzięki którym mieszkanie wygląda przytulnie.
Cel - prostota, klasyka i elegancja. Nic nowego pod Słońcem:) Zdjęcia będą, ale jeszcze to wszystko nie wygląda tak jakbym chciała:)

Żeby nie było nudno i zbyt jesiennie testuję nową kuchnię i tradycyjnie już przerabiam dynię. To jest mój patent na przetrwanie jesiennych wieczorów, szczególnie, że mój organizm jak widzi, że za oknem jest ciemno chce spać. Nawet jak jest godzina 18. Długie jesienne wieczory wymagają ode mnie sporej mobilizacji ponieważ zwykle mam ochotę po powrocie do domu przebrać się w pidżamę i posiedzieć pod kocem z dobrą książką. Dlatego wymyślam nowe potrawy i próbuję nowych połączeń - makaron z dynią i kozim serem to fajna sprawa:)





Poza tym w ten zbliżający się weekend świętujemy naszą małą rocznicę - rocznicę zaręczyn:) W nasze zaręczyny wybraliśmy się do Poznania i degustowaliśmy tradycyjne rogale marcińskie. W tym roku też będziemy degustować rogale (a raczej rogaliki), ponieważ lecimy na długi weekend do Paryża. Prawdę mówiąc nie mogę się już doczekać, więc żeby nie poddać się jesiennej chandrze w domu pojawiły się paryskie akcenty:)
I trochę trenuję, ale niewiele, bo moje treningi ostatnio to sprzątanie i wypakowywanie kartonów. Biegam dla relaksu, rano, spokojnym tempem, żeby nie wyjść z formy. Staram się jadać regularnie, ale różnie bywa przy naszym aktualnym trybie życia. Pocieszam się, że już wszystko powoli wraca do normy.




A w zeszły piątek zrobiliśmy mini parapetówkę - "Dziadoween". Byli goście i jesienno-dyniowe akcenty. Momentami było też strasznie :)


Życzę Wam udanego dnia i wspaniałego długiego weekendu:) W przyszłym tygodniu mini relacja z Paryża i różne takie:) będzie kolorowo!

środa, 29 października 2014

Bieganie zimą, czyli co powinna wiedzieć biegaczka o zimowej aurze?



Ponieważ ostatnio z różnych źródeł spotykam się z pytaniami o treści mniej więcej:

"Biegasz jak jest tak zimno? jak ty to robisz?"

Postanowiłam zrobić małe podsumowanie i przy okazji taki mały niezbędnik dla każdego zainteresowanego. Tak. Biegam cały rok. Od dwóch sezonów (może to jeszcze nie za długo, ale już sporo doświadczeń mam:)). Wcześniej, gdy tylko robiło się za oknem mniej niż 10 stopni kierowałam moje szanowne jestestwo na basen, ale 2 lata temu stwierdziłam - czemu nie spróbować? Przecież teraz ta cała odzież sportowa tak świetnie się sprawdza (w warunkach narciarskich miałam to przetestowane) to czemu nie wykorzystać tej siły dla dobra ludzkości:)? [a raczej mojego szanownego człowieczeństwa - przyp. autorki].
Teraz gdy zaczynam już kolejny, zimowy sezon, jestem bez obaw, na luzie. Znając swoje ciało, mając naprawdę świetną odporność (tak, tak, z całym przekonaniem twierdzę, że moja wyjątkowa odporność na wszelkie przeziębienia jest spowodowana uprawianiem sportu "na zewnątrz" przez cały rok), zaopatrzona w nowe buty, które być może sprawdzą się, jak chodniki zrobią się śliskie z całą odpowiedzialnością mówię, że jestem gotowa na sezon jesień-zima i wcale się go nie boję.
Zalety biegania zimą? Odporność, wytrzymałość i jeszcze... odporność.
Serio - zarówno psychiczna jak i fizyczna. Trochę może na granicy masochizmu jest wstać o 5 rano, kiedy za oknem ciemna noc, a temperatura pozostaje sporo do życzenia, ale z drugiej strony jest moc - pełna mobilizacja organizmu żeby to przetrwać, szybka pobudka na mroźnym powietrzu i radość po powrocie do ciepłego, przyjaznego domu. Nie do opisania. Ale do przeżycia.

Niezbędnik biegaczki to według mnie:

- dobra bluza plus kamizelka na biegi w temperaturze poniżej zera (wybieram ubieranie się na cebulkę - bluzę windstopper do biegania z Tchibo i w zależności od temperatury - pod nią ubieram koszulkę, na nią kamizelkę lub drugą bluzę dresową albo i kamizelkę i bluzę - to już przy temperaturach sporo poniżej zera),
- czapka lub opaska (ja korzystam z lekkiej czapki, a jak jest zimno nakładam na nią opaskę),
- rękawiczki - mam dwie pary - cienkie na takie temperatury jakie są teraz za oknami i trochę "mocniejsze" na temperatury poniżej zera, obie pary to trafiony zakup z Decathlonu,
- komin na bardzo mroźne dni (dzięki temu można uniknąć zapalenia gardła, szczególnie jak robisz interwały i dostajesz nieźle w kość, że chce Ci się krzyczeć ze zmęczenia),
- specjalne, ciepłe spodnie do biegania zimą, żeby uniknąć przeziębienia pęcherza (biegam w takich z Decathlonu i myślę, że są ok),
- wysokie skarpety, podkolanówki sportowe (mam takie uciskowe z Salomona, do biegania i bardzo fajnie się sprawdziły zeszłej zimy (nie są specjalnie na zimę, ale to, że są wysokie to bardzo dobry patent), jest to opcja dodatkowa, bo 2 lata temu było zimniej, biegałam w zwykłych skarpetkach i nie było problemu:)
- obowiązkowo przy sobie chusteczki higieniczne (jak się skupić na treningu gdy cieknie z nosa:)?) i pomadka ochronna - podczas nawet 30 minut biegu podziękujesz mi za tę poradę :) i obowiązkowo przed wyjściem z domu smaruję twarz kremem zimowym - najlepiej takim dla dzieci, bo fajnie się wchłania i dobrze chroni twarz przed mrozem nawet jak już się spocimy,
- opcjonalnie buty do biegania zimą ( w poprzednich latach biegałam w takich samych przez cały rok, w tym roku mam specjalne zimowe buty do testów i zobaczymy czy jest różnica:))

to chyba tyle, ale najważniejsze to podjąć decyzję i po prostu biegać :) Nie przejmujcie się chłodem - na początku zawsze powinno być chłodno, ale przecież podczas treningu rozgrzewamy organizm a jeśli macie jeszcze jakieś pytania - toż to temat bardzo obszerny jest - postaram się służyć radą i doświadczeniem!

wtorek, 28 października 2014

Jesteśmy coraz bliżej...

Tak. Przeprowadzka dobiegła końca. Pierwszy sen na nowym mieszkaniu? Tornado. Tak, to bardzo w moim stylu. Chyba po prostu opowiadał o małym tornadzie w ciągu ostatniego roku w moim poukładanym, spokojnym życiu:) Ale jakim pozytywnym tornadzie:) w ciągu roku - zaręczyny, ślub i kupno większego mieszkania to całkiem niezły wynik. Teraz kolejne rewolucje życiowe. Same pozytywy. Remont jeszcze trwa. Ale mieszkanie zaczyna wyglądać jak mieszkanie, a nie plac budowy:)
Kuchnię skończyliśmy jako pierwszą, ale łazienka jest już gotowa (oprócz kilku szafek, ale jeszcze trwają negocjacje jakie mają być:))
Powoli też kończymy pokoje... weszliśmy w najfajniejszą część remontu - sprzątanie i urządzanie. Zmęczenie jest już potężne, ale jak każdego dnia widać efekty pracy to chce się jeszcze trochę wysiłku włożyć w efekt końcowy:)
Już za chwilę, już za moment zaproszę Was na spacer po naszym nowym domu:) będę miała też nowy, ciekawy projekt - trochę szalony, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Pozdrawiam Was i życzę cudownego, słonecznego, jesiennego wtorku :)!


wtorek, 7 października 2014

poniedziałek, 6 października 2014

Dieta 50 na 50 - recenzja książki



Jakiś czas temu otrzymałam od wydawnictwa Vivante książkę pt. "Dieta 50 na 50". Przyznam się szczerze, że bardzo sceptycznie podchodzę do diet (po moich zaburzeniach odżywiania wszelkie diety odchudzające powodują u mnie dreszcze), natomiast jestem zwolenniczką racjonalnego zdrowego jedzenia, zgodnego z zapotrzebowaniem na poszczególne składniki pokarmowe i jak najmniej przetworzonego.
Niemniej jednak - nie mogę się wypowiadać na dany temat póki się z nim nie zapoznam - dlatego właśnie książkę przeczytałam.
Nie spowodowała u mnie efektu "wow", nie postanowiłam rzucić zdrowego jedzenia na rzecz głodzenia się co drugi dzień (przykro mi, ale dieta ograniczająca spożywane pokarmy do 500kcal to jest głodzenie), nie skusiło mnie obiecywane pozwalanie sobie na wszystko co drugi dzień ponieważ uważam, że najważniejsze jest zdrowe i regularne jedzenie. To są moje osobiste doświadczenia i bardzo subiektywne zdanie na temat proponowanej w książce diety. Ponieważ uważam, że nie tylko waga, ale również zdrowa skóra, włosy i paznokcie są ważne, poza tym przy diecie 500kcal nie wyobrażam sobie trenować, a trenuję 6 razy w tygodniu.
I głośno myślę.... Być może jest to sugestia dla cheat day - jeśli zdarzyło Ci się zjeść za dużo jednego dnia (jakaś impreza, niespodziewana kolacja ze znajomymi, etc.) to właśnie następnego dnia warto się powstrzymać, uciąć ilość spożywanych kalorii? nie wiem, u mnie zwykle jest to naturalne, po prostu mniej jem, bo nie czuję głodu.

Ale wracając do głównego tematu - ja podziękuję za taki sposób odżywiania, ale z pewnością znajdą się też zwolennicy. Jeśli ktoś z Was ma ochotę przeczytać tę książkę zapraszam oczywiście do wydawnictwa Vivante, ale myślę, że nic się nie stanie jeśli także podam dalej egzemplarz, który otrzymałam - ja do niego z pewnością nie wrócę.
Ktoś chętny?

czwartek, 2 października 2014

Czwartek! i Warszawa!

Jutro z samego rana ruszam do kochanej Warszawy:) już się nie mogę doczekać wędrówek po stolicy z moim ukochanym Mężem.
Jedziemy tam też wykonać pewien mały projekt i mam nadzieję już niedługo pokazać Wam jego efekty:)

A tymczasem żyjemy na małym placu budowy. Wszędzie kurz, narzędzia, farby i fachowcy. Pocieszam się, że jest to etap przejściowy, a jak wrócimy ze stolicy to będzie gotowa nasza łazienka - hurrra!

I po pakowaniu tych wszystkich kartonów z okazji przeprowadzki doszliśmy wspólnie do wniosku, że przerabiamy nasz minimalizm na minimalny minimalizm... postanowienie jest duże, ale osiągalne - redukujemy maksymalnie ilość rzeczy obecnych w naszym życiu (przede wszystkim ubrania, ale też naczynia, przedmioty codziennego użytku, rezygnujemy ze wszystkich zbędnych rzeczy, stawiamy na użyteczność), postanowiliśmy też sięgać częściej po książki w formie elektronicznej (za jakiś czas może przedstawię test czytników). Pozbędę się części ubrań, które noszę sporadycznie (tych, których nie noszę wcale już nie ma w mojej szafie dzięki regularnym przeglądom zawartości).

I tak siedzę i marzę o tym, żeby usiąść we własnym salonie na wygodnym fotelu z kubkiem herbaty, popatrzeć na kwiaty ustawione na stole i w przypływie natchnienia upiec jakieś dobre ciasto w nowej kuchni... to już niedługo, a teraz pozostaje mi żyć wspomnieniami porządku i spokoju z poprzedniego mieszkania oczekując na porządek i spokój nowego...:)


życzę Wam cudownego weekendu (dla mnie zaczyna się za chwilę:))
słonecznego, pełnego spokoju i wypoczynku:)


poniedziałek, 29 września 2014

Poniedziałek - nowy tydzień, nowe wyzwania, nowe mieszkanie

Ale mam szalone chwile - remont i przeprowadzka, ale też przecież toczy się życie:)
Praca, spotkania, śluby, czytanie, oglądanie, wybieranie mebli i dodatków, projekty... jestem w wirze nowości i bardzo mi się to podoba. W międzyczasie ćwiczę - biegam, pływam i siłuję się na siłowni. Rower póki co poszedł w odstawkę ze względu na to, że ciężko na nim przewozić materiały budowlane, ale za to mój mały samochód stał się ciężarówką :)
Jestem dzielna, pomagam Mężowi w remoncie:)
Ale też pakuję wszystkie rzeczy - przeprowadzka już jutro. I muszę przyznać, że jest to ogromne wyzwanie. Myślałam, że mam mało rzeczy, bo przecież jestem minimalistką!
Poza tym mamy małe mieszkanie i regularnie robię porządki w postaci wywalenia niepotrzebnych/nieużywanych rzeczy. Niestety jednak tych rzeczy mimo wszystko jest ogromnie dużo dlatego już planuję pewne innowacje i czystkę w otaczających nas przedmiotach:)

Poza tym remont się oczywiście opóźnił i... przeprowadzamy się na mały plac budowy, ale uznaliśmy, że będzie to extra przygoda:) nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - póki co nie musimy gotować (i jeść:)) obiadów :)

Ale oprócz mojego budowlanego image'u czasami też zajmuję się innymi sprawami:) w zeszłym tygodniu byłam świadkiem na ślubie, więc zostawiłiśmy ten cały bałagan i wyrwaliśmy się na wesele :)

A taką balonową niespodziankę wywinęli Młodej Parze Baloniarze z Wrocławia:)
Postawili balonową bramę na wyjeździe z całkiem sporego osiedla we Wrocławiu! I zaraz zrobił się spory korek i całe zamieszanie - jednak my to jesteśmy specjaliści od zamieszania :)

Tymczasem ja wracam do obowiązków - szał w oczach, kalendarz i pędzel w ręku, przeprowadzka już jutro a plac budowy cały czas działa pełną parą:)

do zobaczenia wkrótce - jak ogarnę wyzwania rzeczywistości zajmę się tym ze świata wirtualnego:) obiecuję też wktóce kilka fajnych recenzji i nowe pomysły:)

miłego poniedziałku tymczasem!