Życzę Wam cudownych, rodzinnych, zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku spełnienia - w życiu zawodowym, osobistym i we wszystkich dziedzinach, w których czujecie taką potrzebę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W Podróży.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W Podróży.... Pokaż wszystkie posty
środa, 24 grudnia 2014
Wigilia! Cudowny świąteczny klimat:)
Tak - czas minął szybko i intensywnie - kartki wysłane, dom przygotowany, pierniczki i ciasteczka upieczone, pierogi ulepione, ja zadbana i właśnie zbieram się do wyjazdu w góry - tradycyjnie Boże Narodzenie spędzamy rodzinnie w Karkonoszach:)
sobota, 15 listopada 2014
Jak przetrwać weekend w Paryżu, czyli bardzo subiektywny przewodnik po mieście zakochanych
Byłam w Paryżu. Nie raz, może dwa:)
Byłam też w wielu innych, wielkich miastach świata. Jestem podróżnikiem z zamiłowania. Przez jakiś czas byłam też podróżnikiem z zawodu (pracowałam jako stewardessa w LOT). Społecznie udzielam wszelkich rad - od sposobu spakowania się do jednej małej walizki na 2 tygodnie podróży, przez metody postępowania na różnych lotniskach świata i zachowanie w samolocie, po absolutne must have na wyjeździe. Najeździłam się i poznałam pewne zasady podróżowania międzynarodowego. Lotniska, samoloty, taxi, metro. Wszędzie wygląda to podobnie. Jest opcja luxury i low cost. Do wyboru do koloru.
Co jest najważniejsze? Uważać na siebie (i na bagaż), mieć ograniczone zaufanie do innych ludzi (najważniejszy jest rozsądek), czytać znaki, nie bać się pytać i być otwartym na nowe, inne.
W Paryżu wszystko jest pięknie - światła, zabytki, croissanty i dobre wino. Ale trzeba pamiętać, że jest to naprawdę duże miasto. Z metrem. Z pociągami, z wielkimi chodnikami, z rowerami, z ogromną ilością samochodów i ludzi.
Najważniejsze to dobra lokalizacja.
Odległości są tu inne niż w Polsce. Nawet dosyć rozległa Warszawa (jak na polskie realia) jest... nieporównywalna. Dlatego warto się zastanowić co jest dla nas podczas wyjazdu najważniejsze (szczególnie jeśli planujemy tylko weekend) i zamieszkać w odpowiednim miejscu. Dla mnie było oczywiste - jak w Paryżu to musi być w centrum! Nieważne, że drogo i małe pokoje:) Wszędzie blisko, a poza tym czy śniadanie na placu Saint Michel nie jest warte każdych pieniędzy :)?
W metrze nie spiesz się, czytaj oznakowania.
Miasto żyje. Są remonty, są zmiany w organizacji. Nie ufajmy ślepo przewodnikowi, który został kupiony w Polsce. Nie przejmujmy się tłumem, takim pewnym siebie, pędzącym, który zapewne jeździ codziennie do pracy tą trasą. Po prostu trzeba dać sobie czas, spokojnie przeanalizować linię, którą chcemy jechać. Metro jest dla ludzi, co więcej dla ludzi mówiących w wielu językach, z różnych stron świata. Poruszanie się w nim to sama przyjemność.
Próbuj nowości.
Nie ma lepszego sposobu na poznanie innych kultur jak spróbowanie miejscowego jedzenia. Nie bój się eksperymentować - najwyżej Ci nie zasmakuje, to nie koniec świata. Spróbuj miejscowego śniadania, idź do małej, niekomercyjnej knajpki i zjedz coś czego nazwy nie umiesz przetłumaczyć. Jak nie będzie smakowało to próbuj dalej. Jak zasmakuje to masz nowe odkrycie. My próbowaliśmy wszystkiego, ale z naciskiem na miejscowe sery i wina. Znaleźliśmy specjalny sklep, który był dedykowany tylko i wyłącznie lokalnym francuskim serom. Ceny były wysokie, ale smaki i aromaty wynagrodziły wydatek:) A atmosfera w środku... nie do opisania, jeśli rozumiecie co mam na myśli... :)
Dobrze się ubierz.
Wygodne buty, fajne ciuchy. To nie jest przyziemne. Jeśli lubisz zwiedzać stolicę światowej mody w dresie - spoko. Ja wybrałam strój odpowiedni do jesiennej aury (nie ma nic gorszego niż marznąć! poza tym prawdziwa dama nigdy nie marznie:)) - wysokie, skórzane botki, czarny, rozkloszowany płaszcz, który wygląda trochę jak sukienka. Do tego same kobiece sukienki, berecik, rękawiczki i mała, zgrabna torebka. Bo lubię ładnie i kobieco wyglądać każdego dnia, więc jak mogłabym wyglądać inaczej w Paryżu :)? Może warto pomyśleć, właśnie o wygodnym, ale eleganckim stroju, żeby złamać trochę stereotyp turysty?
Planuj.
Nie mówię, żeby być niewolnikiem grafiku. Ale w podroży do tak dużego miasta jakim jest Paryż warto mieć chociaż zarys tego co chce się zobaczyć. Dla mnie tym razem był jeden cel - zobaczyć na spokojnie Muzeum D'Orsay. Poza tym odwiedzić ekskluzywną perfumerię Jovoy przy planu Vendome i zrobić tam małe zakupy:) Plan zrealizowałam w 100%. Do tego spacery, lunch i kolacja pod Wieżą Eiffla, wizyta na Montrmartre. Wszystko było samą przyjemnością. Zaplanowałam bardzo spokojny weekend. Uznaliśmy, że lepiej zobaczyć kilka rzeczy na spokojnie niż pędzić przez Paryż w imię odhaczania punktów. Przecież zawsze możemy tam wrócić. Chyba, że Paryż jest po prostu punktem na liście setek miast, które są w planie "do zwiedzenia". Wtedy nie mam uwag.
Spaceruj.
Świetnym sposobem na poznanie miasta (każdego) są piesze wycieczki. Jak się przejdzie wiele ulic lepiej się zapamiętuje okolicę, łatwiej później odnaleźć się w terenie. A zatem nie należy się lenić a spacerować. Poza tym ruch to zdrowie i można spalić przy okazji te wszystkie miejscowe smakołyki:)
Wyluzuj.
Lampka wina do lunchu? A może małe zakupy? Wycieczka do ulubionej galerii? Czy super kaloryczny rogalik tuż po śniadaniu? Jeśli jest coś co Cię wyluzuje na wyjeździe i czujesz, że oderwiesz się od rzeczywistości - właśnie tak zrób. Inne miasto pozwala na większy luz i warto z tego skorzystać.
Poznawaj i pytaj.
Jestem typem podróżnika-poszukiwacza. Lubię rozmawiać z ludźmi, pytać, zastanawiać się nad lokalnymi zwyczajami i wyobrażać sobie idąc ulicami miasta co by było gdybym była Paryżanką? Gdzie miałabym mieszkanie? Gdzie byłoby moje miejsce pracy? Jakbym się ubierała? Takie pytania zawsze przychodzą do mnie jak jestem w nowym mieście. A po kilku dniach poza domem zawsze cieszę się, że już wracam.
Fajnie być Paryżanką na weekend, a Wrocławianką z urodzenia i ze świadomego wyboru.
Na całe życie.
Byłam też w wielu innych, wielkich miastach świata. Jestem podróżnikiem z zamiłowania. Przez jakiś czas byłam też podróżnikiem z zawodu (pracowałam jako stewardessa w LOT). Społecznie udzielam wszelkich rad - od sposobu spakowania się do jednej małej walizki na 2 tygodnie podróży, przez metody postępowania na różnych lotniskach świata i zachowanie w samolocie, po absolutne must have na wyjeździe. Najeździłam się i poznałam pewne zasady podróżowania międzynarodowego. Lotniska, samoloty, taxi, metro. Wszędzie wygląda to podobnie. Jest opcja luxury i low cost. Do wyboru do koloru.
Co jest najważniejsze? Uważać na siebie (i na bagaż), mieć ograniczone zaufanie do innych ludzi (najważniejszy jest rozsądek), czytać znaki, nie bać się pytać i być otwartym na nowe, inne.
W Paryżu wszystko jest pięknie - światła, zabytki, croissanty i dobre wino. Ale trzeba pamiętać, że jest to naprawdę duże miasto. Z metrem. Z pociągami, z wielkimi chodnikami, z rowerami, z ogromną ilością samochodów i ludzi.
Najważniejsze to dobra lokalizacja.
Odległości są tu inne niż w Polsce. Nawet dosyć rozległa Warszawa (jak na polskie realia) jest... nieporównywalna. Dlatego warto się zastanowić co jest dla nas podczas wyjazdu najważniejsze (szczególnie jeśli planujemy tylko weekend) i zamieszkać w odpowiednim miejscu. Dla mnie było oczywiste - jak w Paryżu to musi być w centrum! Nieważne, że drogo i małe pokoje:) Wszędzie blisko, a poza tym czy śniadanie na placu Saint Michel nie jest warte każdych pieniędzy :)?
W metrze nie spiesz się, czytaj oznakowania.
Miasto żyje. Są remonty, są zmiany w organizacji. Nie ufajmy ślepo przewodnikowi, który został kupiony w Polsce. Nie przejmujmy się tłumem, takim pewnym siebie, pędzącym, który zapewne jeździ codziennie do pracy tą trasą. Po prostu trzeba dać sobie czas, spokojnie przeanalizować linię, którą chcemy jechać. Metro jest dla ludzi, co więcej dla ludzi mówiących w wielu językach, z różnych stron świata. Poruszanie się w nim to sama przyjemność.
Próbuj nowości.
Nie ma lepszego sposobu na poznanie innych kultur jak spróbowanie miejscowego jedzenia. Nie bój się eksperymentować - najwyżej Ci nie zasmakuje, to nie koniec świata. Spróbuj miejscowego śniadania, idź do małej, niekomercyjnej knajpki i zjedz coś czego nazwy nie umiesz przetłumaczyć. Jak nie będzie smakowało to próbuj dalej. Jak zasmakuje to masz nowe odkrycie. My próbowaliśmy wszystkiego, ale z naciskiem na miejscowe sery i wina. Znaleźliśmy specjalny sklep, który był dedykowany tylko i wyłącznie lokalnym francuskim serom. Ceny były wysokie, ale smaki i aromaty wynagrodziły wydatek:) A atmosfera w środku... nie do opisania, jeśli rozumiecie co mam na myśli... :)
Dobrze się ubierz.
Wygodne buty, fajne ciuchy. To nie jest przyziemne. Jeśli lubisz zwiedzać stolicę światowej mody w dresie - spoko. Ja wybrałam strój odpowiedni do jesiennej aury (nie ma nic gorszego niż marznąć! poza tym prawdziwa dama nigdy nie marznie:)) - wysokie, skórzane botki, czarny, rozkloszowany płaszcz, który wygląda trochę jak sukienka. Do tego same kobiece sukienki, berecik, rękawiczki i mała, zgrabna torebka. Bo lubię ładnie i kobieco wyglądać każdego dnia, więc jak mogłabym wyglądać inaczej w Paryżu :)? Może warto pomyśleć, właśnie o wygodnym, ale eleganckim stroju, żeby złamać trochę stereotyp turysty?
Planuj.
Nie mówię, żeby być niewolnikiem grafiku. Ale w podroży do tak dużego miasta jakim jest Paryż warto mieć chociaż zarys tego co chce się zobaczyć. Dla mnie tym razem był jeden cel - zobaczyć na spokojnie Muzeum D'Orsay. Poza tym odwiedzić ekskluzywną perfumerię Jovoy przy planu Vendome i zrobić tam małe zakupy:) Plan zrealizowałam w 100%. Do tego spacery, lunch i kolacja pod Wieżą Eiffla, wizyta na Montrmartre. Wszystko było samą przyjemnością. Zaplanowałam bardzo spokojny weekend. Uznaliśmy, że lepiej zobaczyć kilka rzeczy na spokojnie niż pędzić przez Paryż w imię odhaczania punktów. Przecież zawsze możemy tam wrócić. Chyba, że Paryż jest po prostu punktem na liście setek miast, które są w planie "do zwiedzenia". Wtedy nie mam uwag.
Spaceruj.
Świetnym sposobem na poznanie miasta (każdego) są piesze wycieczki. Jak się przejdzie wiele ulic lepiej się zapamiętuje okolicę, łatwiej później odnaleźć się w terenie. A zatem nie należy się lenić a spacerować. Poza tym ruch to zdrowie i można spalić przy okazji te wszystkie miejscowe smakołyki:)
Wyluzuj.
Lampka wina do lunchu? A może małe zakupy? Wycieczka do ulubionej galerii? Czy super kaloryczny rogalik tuż po śniadaniu? Jeśli jest coś co Cię wyluzuje na wyjeździe i czujesz, że oderwiesz się od rzeczywistości - właśnie tak zrób. Inne miasto pozwala na większy luz i warto z tego skorzystać.
Poznawaj i pytaj.
Jestem typem podróżnika-poszukiwacza. Lubię rozmawiać z ludźmi, pytać, zastanawiać się nad lokalnymi zwyczajami i wyobrażać sobie idąc ulicami miasta co by było gdybym była Paryżanką? Gdzie miałabym mieszkanie? Gdzie byłoby moje miejsce pracy? Jakbym się ubierała? Takie pytania zawsze przychodzą do mnie jak jestem w nowym mieście. A po kilku dniach poza domem zawsze cieszę się, że już wracam.
Fajnie być Paryżanką na weekend, a Wrocławianką z urodzenia i ze świadomego wyboru.
Na całe życie.
środa, 12 listopada 2014
Paris, je t'aime :)
Było wspaniale! W piątek po pracy wsiedliśmy do samolotu i ruszyliśmy do stolicy mody, szyku, dobrego wina i śmierdzących serów:)
Najbardziej romantyczne miasto świata szybko podbiło moje serce (już kolejny raz:)), poza tym było wspaniałe:) Piękna, jesienna pogoda (trochę Słońca i nie za ciepło, czyli tak jak lubię), magiczne miejsca, światła, pyszne jedzenie i genialna lokalizacja hotelu (tak, tak sama rezerwowałam, nie było przypadku w wyborze hotelu przy samym Notre Dame, jak mieszkać w Paryżu to w ścisłym centrum, a co:)!) Spacery, spacery i jeszcze raz spacery!
Dlatego dzisiaj zapraszam Was na szybki "foto-spacer" ulicami Paryża, a mały bardzo subiektywny przewodnik pojawi się jeszcze w tym tygodniu:)
A u Was? Jak minął weekend listopadowy? Mam nadzieję, że był równie udany jak u mnie:)
życzę Wam pięknej środy!
Najbardziej romantyczne miasto świata szybko podbiło moje serce (już kolejny raz:)), poza tym było wspaniałe:) Piękna, jesienna pogoda (trochę Słońca i nie za ciepło, czyli tak jak lubię), magiczne miejsca, światła, pyszne jedzenie i genialna lokalizacja hotelu (tak, tak sama rezerwowałam, nie było przypadku w wyborze hotelu przy samym Notre Dame, jak mieszkać w Paryżu to w ścisłym centrum, a co:)!) Spacery, spacery i jeszcze raz spacery!
Dlatego dzisiaj zapraszam Was na szybki "foto-spacer" ulicami Paryża, a mały bardzo subiektywny przewodnik pojawi się jeszcze w tym tygodniu:)
![]() |
| Chyba tej damy nie trzeba nikomu przedstawiać :) piękna! |
![]() |
| Lunch we francuskim stylu - z widokiem na Wieżę Eiffla |
![]() |
| Most Artystów i wyznania zakochanych... |
![]() |
| Tak się cieszę na kolację |
![]() |
| Ale na śniadania też się cieszyłam - jak dziecko:) Mój hit? Croissant aux amandes! |
![]() |
| Sacre Coeur - klimat artystyczny... a może trochę komercyjny? |
![]() |
| Trocadero - nie ma lepszego miejsca na romantyczny spacer wieczorową porą |
![]() |
| Takie karuzele - rozczulały mnie za każdym razem jak widziałam je na ulicy:) |
życzę Wam pięknej środy!
czwartek, 6 listopada 2014
Listopad, czyli jak przetrwać jesień i co nowego u mnie
Listopad pojawił się zupełnie znienacka. Muszę przyznać, że czas mija wyjątkowo szybko a remont ciągnie się wyjątkowo wolno. Właściwie to remont już zakończony, ale trwają jeszcze prace wykończeniowe - wybieram poduszki, firanki, lampy i różne drobiazgi, dzięki którym mieszkanie wygląda przytulnie.
Cel - prostota, klasyka i elegancja. Nic nowego pod Słońcem:) Zdjęcia będą, ale jeszcze to wszystko nie wygląda tak jakbym chciała:)
Żeby nie było nudno i zbyt jesiennie testuję nową kuchnię i tradycyjnie już przerabiam dynię. To jest mój patent na przetrwanie jesiennych wieczorów, szczególnie, że mój organizm jak widzi, że za oknem jest ciemno chce spać. Nawet jak jest godzina 18. Długie jesienne wieczory wymagają ode mnie sporej mobilizacji ponieważ zwykle mam ochotę po powrocie do domu przebrać się w pidżamę i posiedzieć pod kocem z dobrą książką. Dlatego wymyślam nowe potrawy i próbuję nowych połączeń - makaron z dynią i kozim serem to fajna sprawa:)
Poza tym w ten zbliżający się weekend świętujemy naszą małą rocznicę - rocznicę zaręczyn:) W nasze zaręczyny wybraliśmy się do Poznania i degustowaliśmy tradycyjne rogale marcińskie. W tym roku też będziemy degustować rogale (a raczej rogaliki), ponieważ lecimy na długi weekend do Paryża. Prawdę mówiąc nie mogę się już doczekać, więc żeby nie poddać się jesiennej chandrze w domu pojawiły się paryskie akcenty:)
I trochę trenuję, ale niewiele, bo moje treningi ostatnio to sprzątanie i wypakowywanie kartonów. Biegam dla relaksu, rano, spokojnym tempem, żeby nie wyjść z formy. Staram się jadać regularnie, ale różnie bywa przy naszym aktualnym trybie życia. Pocieszam się, że już wszystko powoli wraca do normy.
A w zeszły piątek zrobiliśmy mini parapetówkę - "Dziadoween". Byli goście i jesienno-dyniowe akcenty. Momentami było też strasznie :)
Życzę Wam udanego dnia i wspaniałego długiego weekendu:) W przyszłym tygodniu mini relacja z Paryża i różne takie:) będzie kolorowo!
Cel - prostota, klasyka i elegancja. Nic nowego pod Słońcem:) Zdjęcia będą, ale jeszcze to wszystko nie wygląda tak jakbym chciała:)
Żeby nie było nudno i zbyt jesiennie testuję nową kuchnię i tradycyjnie już przerabiam dynię. To jest mój patent na przetrwanie jesiennych wieczorów, szczególnie, że mój organizm jak widzi, że za oknem jest ciemno chce spać. Nawet jak jest godzina 18. Długie jesienne wieczory wymagają ode mnie sporej mobilizacji ponieważ zwykle mam ochotę po powrocie do domu przebrać się w pidżamę i posiedzieć pod kocem z dobrą książką. Dlatego wymyślam nowe potrawy i próbuję nowych połączeń - makaron z dynią i kozim serem to fajna sprawa:)
Poza tym w ten zbliżający się weekend świętujemy naszą małą rocznicę - rocznicę zaręczyn:) W nasze zaręczyny wybraliśmy się do Poznania i degustowaliśmy tradycyjne rogale marcińskie. W tym roku też będziemy degustować rogale (a raczej rogaliki), ponieważ lecimy na długi weekend do Paryża. Prawdę mówiąc nie mogę się już doczekać, więc żeby nie poddać się jesiennej chandrze w domu pojawiły się paryskie akcenty:)
I trochę trenuję, ale niewiele, bo moje treningi ostatnio to sprzątanie i wypakowywanie kartonów. Biegam dla relaksu, rano, spokojnym tempem, żeby nie wyjść z formy. Staram się jadać regularnie, ale różnie bywa przy naszym aktualnym trybie życia. Pocieszam się, że już wszystko powoli wraca do normy.
A w zeszły piątek zrobiliśmy mini parapetówkę - "Dziadoween". Byli goście i jesienno-dyniowe akcenty. Momentami było też strasznie :)
Życzę Wam udanego dnia i wspaniałego długiego weekendu:) W przyszłym tygodniu mini relacja z Paryża i różne takie:) będzie kolorowo!
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Po urlopie! w końcu wróciłam:)
czwartek, 29 maja 2014
Kiedy nie latam - to się nie nudzę :)!


Ostatnio mało mnie tu. Znowu życie. Posiłków też brak udokumentowanych, bo większość z nich jadam w pudełkach poza domem. Śniadanie jest posiłkiem przedtreningowym, drugie śniadanie posiłkiem potreningowym.
Codzienne treningi - tak teraz wszystko nabrało tempa - do triathlonu został właściwie miesiąc, a ja czuję się kompletnie nieprzygotowana. Muszę nad tym popracować. Znaczy nad formą popracować, a może lepiej nad głową i wiarą w siebie?
Tęsknię za lataniem, sezon już się rozpoczął, a ja leciałam tylko raz. Czekam na zawody, ale do zawodów trzeba trenować, a pogoda nas nie rozpieszcza. Mam nadzieję, że pogoda się ustabilizuje, a my nadrobimy zaległości.
Pracuję, trenuję, gotuję i czytam. Właśnie odnośnie czytania chcę zrobić wprowadzenie - jutro recenzja bardzo fajnej książki, więc zapraszam serdecznie, zajrzyjcie, szczególnie Ci trenujący będą zainteresowani:)
udanego popołudnia!
czwartek, 15 maja 2014
Podróż Poślubna - raj na Ziemi, czyli Malta :)
Mój Mąż zabrał mnie do raju:)
było wspaniale, odpoczęliśmy i naładowaliśmy energię na najbliższe miesiące - będzie dużo wyzwań, w końcu triathlony i różne zawody coraz bliżej:) treningów też było sporo - na Malcie pływanie i bieganie, ale po powrocie już rower i siłownia zaliczone:)
a w sobotę charytatywna sztafeta korporacyjna, będzie się działo:)
tymczasem na fali wspomnień... zapraszam na krótką fotorelację z raju:)














cudne widoki, pyszne truskawki, wino, Słońce, morze i śliczne, małe, trochę arabskie i trochę śródziemnomorskie uliczki... czego więcej potrzeba:)?
było wspaniale, odpoczęliśmy i naładowaliśmy energię na najbliższe miesiące - będzie dużo wyzwań, w końcu triathlony i różne zawody coraz bliżej:) treningów też było sporo - na Malcie pływanie i bieganie, ale po powrocie już rower i siłownia zaliczone:)
a w sobotę charytatywna sztafeta korporacyjna, będzie się działo:)
tymczasem na fali wspomnień... zapraszam na krótką fotorelację z raju:)
cudne widoki, pyszne truskawki, wino, Słońce, morze i śliczne, małe, trochę arabskie i trochę śródziemnomorskie uliczki... czego więcej potrzeba:)?
czwartek, 10 kwietnia 2014
dlaczego codzienność może zabijać kreatywność - chwila na przemyślenia
Wstajesz rano, szybki prysznic, śniadanie, potem wkładasz na siebie jakiś ciuch (który znowu nie leży tak, jak powinien) i zaczyna się wyścig na autobus, albo walka o przetrwanie w samochodowej miejskiej dżungli. Jak już dotrzesz na miejsce - czy to szkoła, czy uczelnia, czy praca masz wrażenie, że już brakuje Ci sił, a to tak naprawdę dopiero początek dnia i wyzwań. Kilka godzin ciągnie się w nieskończoność. W międzyczasie jakiś obiad, ale zwykle na szybko kanapka i/lub jogurt. W końcu upragnione popołudnie, wybija godzina i fajrant! Na popołudnie był zaplanowany jeszcze aerobik/basen/bieganie/spotkanie z przyjaciółką/wizyta w bibliotece (niepotrzebne skreślić), ale te plany zrobiły się już takie odległe i... nie masz już na nic z tej listy siły, więc pędzisz do domu i jedyne na co masz ochotę to położyć się przed tv. Oby tylko nikt nic od Ciebie nie chciał.
Znasz to? Kolejny dzień wygląda tak samo, a dni właściwie przeciekają Ci między palcami?
I budzisz się pewnego dnia i orientujesz się, że już kwiecień... kiedy to się wydarzyło i jakim cudem za oknem kwitną drzewa owocowe? (Tak! Już kwitną. [przyp. autorki]).
Jeśli taki scenariusz nie jest Ci obcy zapraszam do dalszej lektury:)
Dzisiaj siedząc w pracy i w duchu narzekając na korporacyjne absurdy zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak mało kreatywni jesteśmy. Dlaczego tak ograniczamy naszą otwartość, nasze szerokie horyzonty i myślenie (mój Ojciec zawsze mawia - "wszystkiego można się nauczyć, myślenia też", ale czy aby napewno:)?), a ostatecznie wbijamy się w korporacyjne procedury i schematy?
Myślę, że tak naprawdę w tych schematach czujemy się tak bezpiecznie, że nie mamy zamiaru ruszyć naprzód.
Taka jest prawda.
Też wpadłam w sidła "wstajesz rano(...)". Ani się zorientowałam, jak w tym schemacie minęło mi kilka miesięcy, właściwie ponad rok. Praca stała się dla mnie ucieczką od rzeczywistości, która była momentami okrutna. W pracy mogłam brylować. Mogłam być najlepsza, bo trafiłam na fantastyczną pracę, w której w pełni się odnalazłam. Przyszło też uznanie i stabilizacja finansowa. Przyszły chęci na więcej.
I pewnego dnia się obudziłam. Pomyślałam, że dłużej tak nie mogę. To nie jestem ja.
Zmiana nie przyszła łatwo i nie przyszła z dnia na dzień*. Wymagała krwi, potu i łez. Dalej trwa, bo jak nie posuwamy się do przodu to cofamy się - prawda znana powszechnie i tak powszechnie ignorowana.
Zaczęło się ponad 3 lata temu od porannego truchtania, które było raczej sposobem na bezseność niż prawdziwym treningiem. Z czasem doszedł basen, joga i rower, który pokochałam całym sercem. W tym roku przebiegłam półmaraton. Może nie jest to wielkie osiągnięcie w świecie biegowym, ale w moim własnym świecie jest to ogromne i cenne doświadczenie.
Powoli sport stawał się coraz większą pasją, basen stał się stałą częścią tygodnia, pojawiły się nowe dodatkowe zajęcia, zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem, potem w moim życiu coraz większą rolę zaczęły odgrywać inne pasje (wcześniej przez jakiś czas zepchnięte na dalszy plan) - latanie i blogowanie.
Z czasem, po wielu perypetiach i można powiedzieć też małych, osobistych dramatach przyszła stabilizacja w życiu prywatnym. Zupełnie niespodziewanie i nieoczekiwanie, ale najprawdziwsza i trwała. Wymagająca ode mnie zaangażowania i cudownie spokojna.
To wszystko składa się na mój własny osobisty sukces. Nie boję się przyznać do tego, że jestem szczęśliwa i jestem szczęściarą. Ale zapracowałam ciężko na to co mam teraz, dlatego potrafię to docenić i łatwo nie oddam.
Każdy z nas ma jakąś drogę do przejścia, jedni krótszą, inny dłuższą, ale wierzę, że każdy, jeśli tylko chce może odnaleźć spokój i radość w życiu.
Nie dajmy się wbijać w schematy. Nie dajmy się codzienności. Spełniajmy siebie i swoje marzenia. Powoli - zacznijmy od tych mniejszych, a wkrótce przyjdzie czas na większe:)
Bądźmy sobą. Najważniejsze to nie zatracić siebie, nawet jak zdarzają się dni kiedy niekoniecznie siebie lubimy, a patrząc w lustro nie wszystko jest idealnie. Bo życie nie jest idealne, ale może być piękne, jeśli tylko będziemy je takim tworzyć.
Dziękuję za każdy dzień!

*moją zmianę widać też na blogu, prowadzę go od 5 lat i można zobaczyć jak dorastałam :)
poniedziałek, 10 lutego 2014
Poniedziałkowo, czyli krótki przewodnik jak wypocząć w weekend i Dialogi Narzeczeńskie
Weekend był aktywny, ale relaksujący i udany:)
Aby taki był potrzebne są - dobre widoki, doskonały nastrój, zdrowe kanapki (najlepiej przygotowane przez Mamę:)) oraz uzupełnienie elektrolitów w postaci wspaniałego złocistego napoju :)




A jak już tak sobie wędrowaliśmy to mieliśmy czas na różne rozmowy...
Narzeczony: i co z tym szlakiem? gdzie jesteśmy?
ja: ja doskonale wiem gdzie jesteśmy. Znaczy nie poszliśmy tak jak planowałam, ale doskonale wiem gdzie jesteśmy, w końcu jestem nawigatorem.
Narzeczony: to gdzie jesteśmy?
ja: na Czole Grzbietu Kowarskiego.
Narzeczony: na Czole? to nie jest to miejsce, o którym twój Ojciec mówił, żebyśmy tam nie szli?
ja (z uśmiechem i satysfakcją:)): tak, to jest DOKŁADNIE to miejsce.
Aby taki był potrzebne są - dobre widoki, doskonały nastrój, zdrowe kanapki (najlepiej przygotowane przez Mamę:)) oraz uzupełnienie elektrolitów w postaci wspaniałego złocistego napoju :)




A jak już tak sobie wędrowaliśmy to mieliśmy czas na różne rozmowy...
Narzeczony: i co z tym szlakiem? gdzie jesteśmy?
ja: ja doskonale wiem gdzie jesteśmy. Znaczy nie poszliśmy tak jak planowałam, ale doskonale wiem gdzie jesteśmy, w końcu jestem nawigatorem.
Narzeczony: to gdzie jesteśmy?
ja: na Czole Grzbietu Kowarskiego.
Narzeczony: na Czole? to nie jest to miejsce, o którym twój Ojciec mówił, żebyśmy tam nie szli?
ja (z uśmiechem i satysfakcją:)): tak, to jest DOKŁADNIE to miejsce.
piątek, 17 stycznia 2014
Bieganie, piątkowanie, dietowanie i szykowanie
Wiecie ile jest zamieszania w szykowaniu się do ślubu? Powiem potocznie - masakrycznie dużo.
I o ile sprawy formalne związane z dokumentami, naukami i urzędami mam poplanowane i ogarnięte, o ile sprawy organizacyjne związane z ogólnie pojętą oprawą artystyczną też idą powoli, systematycznie do przodu... to sprawy związane z moją osobą zeszły na dalszy plan.
Do zakupu sukienki podchodzę delikatnie mówiąc jak pies do jeża :)
Gdyby nie moja Świadkowa AMK, która na rajd po salonach ślubnych wyciąga mnie jutro (tak, bo nie mam co robić w sobotę:)) to chyba całą akcję bym zostawiła na tydzień przed.
Tymczasem biegam z szaloną przyjemnością, a wzmacniając się na siłowni zauważyłam, że też coraz szybciej. Mój tygodniowy plan treningowy to pn-śr-pt: bieganie, wt-czw: siłownia, sb: pływanie. Trzymam się tego od listopada. Jest super. Znalazłam złoty środek i plan idealny. Do tego w wolnych chwilach trochę jogi.
Dieta - trzymam się zdrowo i jest mi z tym bardzo dobrze :)

Życzę Wam spokojnego końca tygodnia i zapraszam jutro na chwilę szczerości, czyli pytania Liebster Award od Zdeterminowanej :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.jpg)












