niedziela, 29 sierpnia 2010

Fanklub Panny A.

W ten weekend byłam na ślubie i chociaż kartki z kalendarza przeskakują w tempie serii z karabinu maszynowego nadal tego typu ceremonie mnie wzruszają.

A mądre rzeczy mówiono podczas uroczystości to i moje serduszko zostało poruszone i utwierdzone w moim romantycznym postrzeganiu rzeczywistości (stop! ja przecież realistką jestem:)).
A dzisiaj dla uspokojenia, przy niedzieli trochę wolniej:

środa, 25 sierpnia 2010

Złotych myśli ciąg dalszy...

Podsłuchane w związku ze zbliżającym się ślubem Koleżanki M.:

"Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć"
Julio Cortazar


Nic dodać, nic ująć:)

wtorek, 24 sierpnia 2010

Złote myśli

"Fill each other's cup but drink not from one cup,
Give one another of your bread but eat not from the same loaf.
Sing and dance together and be joyous, but let each one of you be alone,
Even as the strings of a lute are alone though they quiver with the same music."

The Prophet by Kahlil Gibran

niedziela, 22 sierpnia 2010

Całkowicie leniwa niedziela

Chociaż jestem na nogach od samego rana, cały dzień się lenię - tak się złożyło, że do domu wróciłam tuż przed 5 rano, po wręcz surrealistycznym wieczorze i nocy w mieście. Tak... bo nocna eskapada miała mnóstwo ciekawych elementów - było martini z oliwką, malinowy tort, wpływy wschodnie, fryzura a la uderzenie pioruna, nocne spacery, podglądacze, pocałunki, negocjacje pod "Daytoną", gra w butelkę, absolutnie szczere wyznania, rajd taksówkowy i wiele drobiazgów, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy.
To była świetna noc.

I z tej okazji nic nie robię.
Nic oznacza czytanie, jedzenie i oglądanie.
Lubię nic nie robić:)

sobota, 21 sierpnia 2010

Życie jest snem

Miałam sen.

Byłam w jakimś bliżej nieokreślonym centrum handlowym, chciałam kupić torebkę, pani ekspedientka zaproponowała mi podcięcie grzywki, zdecydowałam się na wizytę u dentysty... Po chwili podszedł do mnie jakiś bliżej nieokreślony mężczyzna, wyznał, że kocha mnie nad życie od pierwszego wejrzenia po czym pocałował mnie w usta, wtedy przed oczami przemknęło mi całe jego życie, z wszystkimi radościami, smutkami i mroczną tajemnicą. Okazało się, że jest seryjnym mordercą-kanibalem i teraz ja znam jego prawdziwą tożsamość, zaczęłam uciekać, w międzyczasie postanowiłam zadzwonić po pomoc i radę do Mojej Najlepszej Przyjaciółki, która poradziła mi, że najlepszą formą ucieczki w takiej sytuacji jest odlecieć... dzięki czerwonym balonikom napełnionym helem. Radę uznałam za doskonałą i tak odfrunęłam. Za chwilę znalazłam się na ulicy, w okolicach placu Bema, tam miałam pójść do jakiegoś sklepu, idąc w jego stronę spotkałam Moją Najlepszą Przyjaciółkę i jakąś bliżej nieokreśloną kobietą, zdradziły mi one tajemnicę, aby nie mówić o krześle, które nagle pojawiło się obok mnie, bliżej nieokreślonej siostrze, bliżej nieokreślonej kobiety towarzyszącej Mojej Najlepszej Przyjaciółce, bo będę komplikacje... potem jeszcze coś do mnie mówiły, ale już nic nie słyszałam, bo na krawężniku zobaczyłam siedzącego Przyjaciela F., który strasznie płakał i jadł marchewki... Postanowiłam podejść do niego i zapytać co się stało...
i wtedy się obudziłam.

Podsumowanie moich Rodziców: oglądasz za dużo TV.
Ciekawe co by Freud o tym pomyślał...

piątek, 20 sierpnia 2010

Hej Śląsk...

Tak...
z cyklu zdobywanie nowych doświadczeń życiowych - byłam na meczu WSK Śląsk - Legia Warszawa. Mimo, że przegraliśmy, warto było.

Było ciekawie.

Początek - tłumy próbują dostać się na stadion, kibice skandują "WKS Śląsk!!!", w powietrzu czuć zjednoczenie dusz i nadmiar testosteronu, otoczenie jest mocno zielone... jest klimat.
Wchodzimy na stadion (znaczy to nasze małe skupisko krzesełek wokół boiska, szczytnie tak nazywane:)), powiewają flagi, kibice śpiewają, klną, są groźni i uroczo klimatyczni w tej całej złości. Słyszę komentarz Kibica P. (który zabrał mnie na ten mecz i podsumował, że mam potencjał na kolejne, mecze i ustawki:)) - "Aguś, idziemy na początek, będziemy obok Legionistów, jak będzie rozróba to właśnie tam!". To mnie jeszcze bardziej wkręca w klimat i odpowiednio nastraja.
Jestem zachwycona.
Oglądam samoloty, w tłumie, na stadionie.
Kibicuję.
Obserwuję.
Chwytam moment.
Mam szalik.
Jest super.

To był mecz.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Jestem oazą spokoju na p...dolonej tafli jeziora

Wszyscy, którzy wiedzą o co chodzi, wiedzą o co chodzi...

A ja sobie śpiewam i nic sobie z rzeczywistości nie robię:)

acha i kupuję różowy berecik:):):)

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Szaleńcze szaleństwo szalonej Pensjonarki...

Wprowadzenie: pora kolacji, Mama szykuje jedzenie, Ojciec podjada przy stole, Szanowny Brat T. stoi spokojnie przy czajniku czekając na zagotowanie wody, ja leżę to na narożniku kuchennym, to na stole, zmęczona po siłowni... i najwyraźniej próbuję zwrócić na siebie uwagę...

Monolog Panny Pensjonarki:

"Aaa, to straszne, będę musiała zrezygnować z jakiś zajęć sportowych od października, bo chcę zacząć taki kurs... (Rodzina nadal zajęta swoimi sprawami)... aaa w tym domu nikt mnie nie słucha!!! I wcale nie musicie, mam to gdzieś! (Rodzina zachowuje strategiczne milczenie) Wyprowadzę się zobaczycie i codziennie będę tutaj siedziała...aaaa a pranie to z pewnością będę tu robiła, bo mnie nie stać na pralkę! (nawet nie próbują dyskutować...) O! Ale Was to nic nie obchodzi, a ja mam to gdzieś... iiiiiiii nie chcę być dorosła, chcę wrócić do podstawówki... Tatusiu, umiesz zrobić taką czapkę z gazety, jak do malowania mieszkań? (Ojciec spokojnie kiwnął głową, obserwując mnie z politowaniem)... Tatusiu, ja chcę taką czapkę! (Ojciec wziął gazetę, złożył dla mnie czapkę)... Ale cudowna, jak wyglądam? Lepiej na malarza czy na Napoleona? Ja chcę do podstawówki... chlip, chlip..."

Co kupno mieszkania robi z człowiekiem... degrengolada...

sobota, 14 sierpnia 2010

Kocham ten stan... cisza i ja:)

Znowu jestem wolną kobietą, rodzina wyniosła się na wakacje.
A wieczorem... kolacja ze znajomymi, już nie mogę się doczekać:)
Tradycyjnie będzie intensywnie:)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Wtorek czyli poniedziałek, poniedziałek czyli wtorek?

Dzisiaj zaczęłam ciężki tydzień w pracy.
W ciągu pierwszych 15 minut dnia roboczego zdążyłam oblać się kawą i kontuzjować sobie kolano (a raczej je dobić po basenowej kontuzji z niedzieli). I niech mi ktoś powie, że praca biurwy jest bezpieczna... co to, to nie:)

A popołudnie, w rodzinnym gronie, spontanicznie i przypadkowo, bo miało być inaczej a zrobiło się po swojemu i źle nie będzie, narzekać nie mam zamiaru, ale niech moc będzie ze mną:)

sobota, 7 sierpnia 2010

Tydzień ciężkiej pracy a w weekend koniec świata w moskiewskim metrze w 2033 r. i Kasia i Tomek w tv

Po bardzo zapracowanym tygodniu...

relaksuję się w domu...

Hasłem przewodnim jest "NIE PRZESZKADZAĆ"

Oglądam seriale, czytam "Metro 2033" i odpoczywam we własnym towarzystwie (rodzina częściowo w górach, częściowo na mieście).

Złota myśl:
"Bo kobiety to potrzebują takich bardziej zdecydowanych mężczyzn"*

p.s. moje życie robi się coraz mniej zabawne - czy to prawda, że o kobietach "wolnych" po 25 r.ż. myśli się podobnie jak o wolnych facetach po 35 r.ż. tzn. "no fajna, ale czemu jest sama? co jest z nią nie tak?!"
to mnie w sumie bawi:):):)

Ostatnio brałam udział w takiej konwersacji (zresztą z facetem):
K: Ty? sama?! to niemożliwe żeby taka dziewczyna była sama...
ja: A jednak...
K: no, ale...
ja: taka prawda, no cóż... no bo znasz jakiś porządnych facetów?
K: no w sumie nie...
ja: no właśnie:)

To tyle z moich osobistych refleksji... a teraz zamilknę, miłego wieczoru:)

"Kasia i Tomek" tv series

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

czy to czeski film czy jestem staroświecka?

Jestem staroświecka.
Jestem staromodna.
Jestem konserwatystką.
Prawda boli?
Nie jest źle.
W końcu potrafić określić własną tożsamość to już coś.

A "Incepcja" była suuuper:)