Jak się okazało dzisiaj miałam okazję wystąpić w moim pierwszym epizodzie filmowym. Serio.
Z całą ekipą filmową.
Z reżyserem.
Kamerzystami.
Dźwiękowcem.
Oświetleniowcem.
I makijażystką.
Po kilku powtórkach, kiedy wygłaszałam moją krótką, aczkolwiek poważną i dramatyczną rolę nagle podjechał do mnie mikrofon (tu muszę wytłumaczyć, że mikrofon wyglądał bardzo specyficznie - jak zwierzak, szary z długą sierścią. Serio).
I kiedy ten mikrofon podjechał do mnie dostałam ataku śmiechu i śmiejąc się nadal przepraszałam zmęczoną ekipę... W sumie wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz dźwiękowca, który wiedział, że jest sprawcą zaistniałej sytuacji i chcąc załagodzić wydarzenie powiedział:
"Pani się oswoi z kotkiem".
Serio.
Nie muszę chyba mówić jaką reakcję wywołało u mnie takie stwierdzenie...
czwartek, 28 kwietnia 2011
środa, 27 kwietnia 2011
A gdyby to była prawda?
Ostatnio przytrafiło mi się kilka rozmów na temat mojego "statusu".
Nie ukrywam, że jest mi dobrze w moim staropanieństwie. Nawet bardzo dobrze.
Obserwując dookoła mnie średnie relacje, wymuszone zobowiązania i odgrzewane uczucia coraz częściej zastanawiam się czy nie jestem w jedynym słusznym stanie cywilnym.
Ktoś ostatnio zadał mi pytanie - czy byłaś kiedyś zakochana?
Zawahałam się... Ale odpowiedziałam twierdząco... Przecież byłam zakochana... No musiałam być... przecież w tym wieku każdy był chociaż raz zakochany...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Myślałam nad moimi poprzednimi relacjami. Tak... nawet z perspektywy ciężko to nazwać związkami czy miłościami. To były po prostu relacje. Jak każde inne. Lepsze lub gorsze. Były i minęły. Po dłuższym przemyśleniu sprawy muszę z bólem serca stwierdzić, że nigdy nie byłam zakochana.
Chociaż zawsze chciałam.
Jakoś się nie złożyło.
Bo co to takiego, to całe zakochanie? Czy faktycznie istnieje?
Czy może znowu daliśmy się nabrać na komercyjno-uczuciową papkę, która maluje nam obraz zakochania jako połączenia stanu, który się uzyskuje po czekoladowym deserze i zakupach u jubilera?
Zastanów się... Czy Ty byłeś kiedyś zakochany?
Nie ukrywam, że jest mi dobrze w moim staropanieństwie. Nawet bardzo dobrze.
Obserwując dookoła mnie średnie relacje, wymuszone zobowiązania i odgrzewane uczucia coraz częściej zastanawiam się czy nie jestem w jedynym słusznym stanie cywilnym.
Ktoś ostatnio zadał mi pytanie - czy byłaś kiedyś zakochana?
Zawahałam się... Ale odpowiedziałam twierdząco... Przecież byłam zakochana... No musiałam być... przecież w tym wieku każdy był chociaż raz zakochany...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Myślałam nad moimi poprzednimi relacjami. Tak... nawet z perspektywy ciężko to nazwać związkami czy miłościami. To były po prostu relacje. Jak każde inne. Lepsze lub gorsze. Były i minęły. Po dłuższym przemyśleniu sprawy muszę z bólem serca stwierdzić, że nigdy nie byłam zakochana.
Chociaż zawsze chciałam.
Jakoś się nie złożyło.
Bo co to takiego, to całe zakochanie? Czy faktycznie istnieje?
Czy może znowu daliśmy się nabrać na komercyjno-uczuciową papkę, która maluje nam obraz zakochania jako połączenia stanu, który się uzyskuje po czekoladowym deserze i zakupach u jubilera?
Zastanów się... Czy Ty byłeś kiedyś zakochany?
Subskrybuj:
Posty (Atom)