Wprowadzenie: dzisiaj był wspaniały dzień. Zostałam zabrana na wycieczkę do ZOO oraz do kina. W kinie byłam z rodzeństwem (nie tylko moim:)), a do ZOO zabrali mnie moi ulubieni Koledzy W. i M. Kolega W. zadzwonił wczoraj i oznajmił - "Aguś, zabieramy Cię jutro do ZOO". Kiedy skończyłam rozmowę, uradowana zbiegłam na dół, żeby podzielić się nowiną. W kuchni zastałam Mamę i Szanownego Brata T.:
ja: Ale super!!! Cudownie! Jutro idę do ZOO, hurrraaa!
Mama: Do ZOO? A z kim się wybierasz?
ja: Jak to z kim? Z moimi ulubionymi Kolegami W. i M.
Mama: Jak miło z ich strony...
ja: Miło?! Oni są cudowni, uwielbiam ich...
Na to Szanowny Brat T. tradycyjnie zachowując stoiki spokój i absolutną powagę -
Szanowny Brat T.: To najlepiej niech Ciebie adoptują. Wtedy będziecie wszyscy szczęśliwi, a ja się nie będę martwił, że nie masz męża. Będziesz adoptowanym dzieckiem...
ja: ???
Podsumowując - Szanowny Brat T. martwi się o mnie... że nie mam męża... jakie to wzruszające... :)
pewnie martwi się tylko dlatego, że nie zapowiada się, żebym jakiegokolwiek miała i tym sposobem jeszcze trochę będziemy razem mieszkać, ale ja wolę tak na to nie patrzeć:):):)
niedziela, 31 października 2010
piątek, 29 października 2010
Znaczy się... weekend, panie Sierżancie:) dolce farniente i nic innego tym razem!
A weekend po szalonym tygodniu to coś wspaniałego.
To będzie chwila wytchnienia, ale tylko chwila, jak to zwykle u mnie bywa.
Z wiadomości lokalnych - jestem zapracowana, a co za tym idzie trochę nudna.
Trudno.
Mi tam dobrze.
A teraz planistycznie w telegraficznym skrócie - mój samochód ma własne życie, rodzeństwo proponuje halołinowy łykend z horrorem, ja mam słowiańskie zapędy, a na 1 listopada, żeby tradycji stało się zadość, szykuje się u mnie w domu rodzinna "biba".
Czy mogę coś jeszcze dodać?
"Parcie na szkło" z rozkładówką w Playboy'u na czele i marchewkowe obsesje kulinarne. Acha. I jeszcze testowanie nowych kieliszków do wina.
Czy to będzie fajny weekend? Się pytam. czy będzie ciekawy? Jasne, że tak:)
To będzie chwila wytchnienia, ale tylko chwila, jak to zwykle u mnie bywa.
Z wiadomości lokalnych - jestem zapracowana, a co za tym idzie trochę nudna.
Trudno.
Mi tam dobrze.
A teraz planistycznie w telegraficznym skrócie - mój samochód ma własne życie, rodzeństwo proponuje halołinowy łykend z horrorem, ja mam słowiańskie zapędy, a na 1 listopada, żeby tradycji stało się zadość, szykuje się u mnie w domu rodzinna "biba".
Czy mogę coś jeszcze dodać?
"Parcie na szkło" z rozkładówką w Playboy'u na czele i marchewkowe obsesje kulinarne. Acha. I jeszcze testowanie nowych kieliszków do wina.
Czy to będzie fajny weekend? Się pytam. czy będzie ciekawy? Jasne, że tak:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)