Życie to zdecydowanie podróż. Dla niektórych to spokojny rejs po morzu śródziemnym, dla innych autostopowa improwizacja po europejskich trasach, a dla mnie to podróż samochodem po górskich drogach z prędkością 120km/h.
Jest bardzo szybko i intensywnie, czasami można się spocić, adrenalina wzrasta do granic wytrzymałości, ale po każdym zakręcie pojawia się jest też satysfakcja... udało się przeżyć:)
Zbieram doświadczenia, uczę się na błędach, wiem, że robię postępy i chcę więcej. Wiem, że nie zawiodę osób, które mi ufają.
Wiem, że nie boję się wyzwań i ciężkiej pracy.
Wiem, że życie wymaga cierpliwości i pokory.
Tyle wiem, a to tak niewiele.
Zmęczenie sięga zenitu. Pocieszam się perspektywą lipca. Lato w mieście. Praca, obowiązki i festiwal Nowe Horyzonty. Może chociaż na chwilę uda mi się przystopować. Przystań mam. Teraz muszę tylko ją urządzić i oswoić.
Ewolucja trwa. W głowie i w otoczeniu.
piątek, 10 czerwca 2011
sobota, 4 czerwca 2011
Po przerwie, po zmianach, po przemyśleniach...
Wracam...
Miałam chwilę zawahania.
Już chciałam nacisnąć "usuń".
W świecie wirtualnym jest to bardzo proste. Bez konsekwencji, jak cały współczesny świat. Przecież potem zawsze można wybrać opcję "utwórz bloga". Zacząć wszystko od nowa. Z czystym kontem, nowymi możliwościami i bez żadnej odpowiedzialności.
Ale czy na pewno?
Czy to jest takie łatwe?
Poza tym, czy jest to miarą prawdziwej dojrzałości?
Po prostu uciec od faktów i zacząć wszystko jeszcze raz?
Czasami faktycznie tabula rasa jest potrzebna (dla zachowania zdrowych zmysłów), ale ja nie lubię chodzić na łatwiznę, to zdecydowanie nie w moim stylu.
Dlatego wróciłam.
Bo kocham pisać.
Bo nie chcę przekreślać tego co było.
Bo przeszłość mnie ukształtowała.
Bo wiem, że potrafię stawić czoła przeciwnościom.
Bo tu i teraz odpowiadam za moją przyszłość.
Przyszedł czas ciężkiej pracy, dorosłych problemów i odpowiedzialności.
Takie jest życie.
Nie boję się tego.
Przynajmniej się staram.
Przykro mi...
Że pewne rzeczy w moim życiu nie ułożyły się inaczej.
Że potrafiłam ranić innych, czasami nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Że było to takie łatwe kiedyś...
Że nie potrafię inaczej powiedzieć "przepraszam", chociaż wielokrotnie chciałam zadzwonić i to powiedzieć...
Teraz nauczyłam się siebie.
Nadal się uczę. I chcę się poprawić. Wiem, że dam radę.
Jestem już dorosła.
Miałam chwilę zawahania.
Już chciałam nacisnąć "usuń".
W świecie wirtualnym jest to bardzo proste. Bez konsekwencji, jak cały współczesny świat. Przecież potem zawsze można wybrać opcję "utwórz bloga". Zacząć wszystko od nowa. Z czystym kontem, nowymi możliwościami i bez żadnej odpowiedzialności.
Ale czy na pewno?
Czy to jest takie łatwe?
Poza tym, czy jest to miarą prawdziwej dojrzałości?
Po prostu uciec od faktów i zacząć wszystko jeszcze raz?
Czasami faktycznie tabula rasa jest potrzebna (dla zachowania zdrowych zmysłów), ale ja nie lubię chodzić na łatwiznę, to zdecydowanie nie w moim stylu.
Dlatego wróciłam.
Bo kocham pisać.
Bo nie chcę przekreślać tego co było.
Bo przeszłość mnie ukształtowała.
Bo wiem, że potrafię stawić czoła przeciwnościom.
Bo tu i teraz odpowiadam za moją przyszłość.
Przyszedł czas ciężkiej pracy, dorosłych problemów i odpowiedzialności.
Takie jest życie.
Nie boję się tego.
Przynajmniej się staram.
Przykro mi...
Że pewne rzeczy w moim życiu nie ułożyły się inaczej.
Że potrafiłam ranić innych, czasami nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Że było to takie łatwe kiedyś...
Że nie potrafię inaczej powiedzieć "przepraszam", chociaż wielokrotnie chciałam zadzwonić i to powiedzieć...
Teraz nauczyłam się siebie.
Nadal się uczę. I chcę się poprawić. Wiem, że dam radę.
Jestem już dorosła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)