Dzisiaj mój Ojciec bez słowa wyszedł z domu, wsiadł ze Jego Najlepszym Przyjacielem do samochodu i pojechali sobie. Nikt nie wiedział gdzie...
Po jakiś 15 minutach zobaczyłam, że samochód Najlepszego Przyjaciela Ojca podjechał znowu pod naszą bramę. Otwarły się drzwi i zobaczyłam mojego Ojca wysiadającego z pękiem krzaków z samochodu (jak się okazało później były to forsycje), potem wszedł do domu i ze śpiewem na ustach wręczył je mojej Mamie.
Urocze:)
Szczególnie, że ten bukiet został zdobyty w dosyć specyficzny sposób - poprzez szaber.
I tu zdradzę jak wyglądało te 15 minut mojego Ojca poza domem.
Ojciec (wsiadając do samochodu): Jedziemy, szybko to może się nie zorientuje.
Najlepszy Przyjaciel Mojego Ojca: A dokąd dokładnie? Upatrzyłeś coś?
Ojciec: Znajdziemy coś po drodze... (po minucie) O patrz tutaj, zatrzymaj się, tylko NIE WYŁĄCZAJ SILNIKA!
Najlepszy Przyjaciel Mojego Ojca: Dobra, tylko szybko, żeby ktoś nie zobaczył...
Po chwili...
Ojciec: Mam, a teraz szybko, jedź!
Resztę historii już znacie... Jak dla mnie urocze. A skoro moi Rodzice wyprawiają takie rzeczy to jak ja mam nie być romantyczką?! Chociaż troszeczkę...
sobota, 3 kwietnia 2010
Dialogi Rodzinne
Czas: sobotnie świąteczne popołudnie,
Osoby: Mama, Szanowny Brat P., Ja,
Miejsce: Kuchnia w domu moich Rodziców.
Szanowny Brat P. (patrząc na mnie kiedy solidnie posypuję pieprzem sałatkę): Mamo, zobacz co ona robi!
Ja (z miną, która mówi - "gdyby wzrok zabijał, leżał byś trupem, braciszku"): Kapuś...
Mama (do mnie): Tylko proszę nie przesadzaj z przyprawami do tej sałatki, wiem, że lubisz pieprzyć, ale bez przesady.
Ja: Bardzo zabawne, boli mnie ząb (dalej ta nieszczęsna ósemka rośnie, przyp. autora) nie zabieraj mi resztek radości życia... W sumie mam dzisiaj do wyboru, albo upiję się likierem, albo wezmę ketonal i będę na haju...
Szanowny Brat P.: Zawsze możesz wziąć i jedno, i drugie...
Ja: Nie żartuj! I co? Wyląduję na pogotowiu!
Szanowny Brat P.: Na pogotowiu?! A kto ciebie tam zawiezie? Jak już wylądujesz u siebie w pokoju!
Ja: ha... ha... ha...
Mama: Albo pod prysznicem...
Szanowny Brat P.: To chyba po czymś mocniejszym...
Ja: AAA! Ja jestem bardzo chora, a Wy mnie chcecie pod prysznic ładować...
Osoby: Mama, Szanowny Brat P., Ja,
Miejsce: Kuchnia w domu moich Rodziców.
Szanowny Brat P. (patrząc na mnie kiedy solidnie posypuję pieprzem sałatkę): Mamo, zobacz co ona robi!
Ja (z miną, która mówi - "gdyby wzrok zabijał, leżał byś trupem, braciszku"): Kapuś...
Mama (do mnie): Tylko proszę nie przesadzaj z przyprawami do tej sałatki, wiem, że lubisz pieprzyć, ale bez przesady.
Ja: Bardzo zabawne, boli mnie ząb (dalej ta nieszczęsna ósemka rośnie, przyp. autora) nie zabieraj mi resztek radości życia... W sumie mam dzisiaj do wyboru, albo upiję się likierem, albo wezmę ketonal i będę na haju...
Szanowny Brat P.: Zawsze możesz wziąć i jedno, i drugie...
Ja: Nie żartuj! I co? Wyląduję na pogotowiu!
Szanowny Brat P.: Na pogotowiu?! A kto ciebie tam zawiezie? Jak już wylądujesz u siebie w pokoju!
Ja: ha... ha... ha...
Mama: Albo pod prysznicem...
Szanowny Brat P.: To chyba po czymś mocniejszym...
Ja: AAA! Ja jestem bardzo chora, a Wy mnie chcecie pod prysznic ładować...
Subskrybuj:
Posty (Atom)