niedziela, 17 października 2010

Historie Rodzinne i nie tylko...

Znowu milczałam, bo podobno milczenie jest złotem...

A tak na serio to najpierw miałam dużo pracy, potem trochę spraw zwaliło mi się na głowę i wcale nie było zabawnie, a od wczoraj dogorywam na "przeziębienie grypopodobne" cokolwiek to jest:)

Może, aby dodać dramatyzmu ostatnim wydarzeniom przytoczę historię rodzinną z ostatnich dni.
Pogoda jaka jest każdy widzi, jak co roku nadszedł tzw. sezon grzewczy. U mnie w domu zwykle jest tak, że Rodzice nas "hartują".
Polega to na tym, że nie uruchamiają ogrzewania dopóki nie zrobi się zimno. Bardzo zimno. A ostatnio było zimno...
Jaki był tego efekt?
W domu 16 stopni, Moi Szanowni Bracia chodzili w koszulkach z krótkim rękawem (tradycyjnie... ich domowy strój), Rodzice, no cóż trochę normalniej ubrani, ale z nimi jest inaczej - Ojciec ma spory zapas kilogramów, a Mama to naprawdę twarda kobitka. W nocy - Szanowni Bracia praktycznie przez cały rok sypiają przy otwartych oknach, Rodzice śpią z naszymi kotkami, a zatem to zawsze 4 ciałka w jednym łóżku.
A ja? No cóż ostatnio spałam w czapce...

I ja się jeszcze zastanawiam dlaczego faszeruję się lekami...

niedziela, 3 października 2010

Panna Pensjonarka w Krainie Oz

I to z najukochańszą Siostrą.

Ostatnio sporo się działo, a ponieważ były to głównie nudne sprawy naukowe postanowiłam milczeć. Weekend był mocno naukowy - w końcu zaczął się rok akademicki i wraz z nim moje super hiper trudne studia podyplomowe (pytam się od kilku dni - po co się w to z własnej woli wpakowałam?! i nadal nie mogę znaleźć odpowiedzi:)).

Oprócz mojego naukowego nudziarstwa, które, o zgrozo!, jest dla mnie interesujące i postaram się Was oszczędzać nie wspominając o nim zbyt często, wczoraj wieczorem wylądowałam w Krainie Oz. Dosłownie i w przenośni.
Byłam na spektaklu w Teatrze Capitol - "Czarnoksiężnik z Krainy Oz". Ukłony dla twórców. Było wspaniałe. Polecam.

Potem z moją Siostrą vel Moją Najlepszą Przyjaciółką urządziłyśmy sobie mały rajd po mieście Wrocławiu w myśl idei przewodniej z Krainy Oz... znaczy, że do domu się próbowałyśmy dostać. Tylko taką objazdówką.
W ten sposób przeżyłam surrealistyczny i humorystyczny wieczór, który zdecydowanie wpisuje się w trend... "o tym będziemy opowiadać naszym wnukom".
Była kolacja - szampan z butelki (zapakowanej w papierową torebkę) i batonik idąc po Świdnickiej, potem kilka dziwnych miejsc, które odwiedziłyśmy, kilka spotkań z ludźmi, których znamy, z nieznajomymi, z ludźmi, których chciałybyśmy poznać i z takimi, których lepiej nie znać. Był quest z nagrodą główną w postaci pirackiej flagi. Mężczyźni komplementowali moje rajstopy (za moich czasów komplementowało się nogi...). Było zdziwienie taksówkarza... "Co tak wcześnie do domu?" i nasza odpowiedź : "W tym wieku to już się o tej porze wraca"(przyp. autora - szczególnie jak imprezę zaczyna się o 17:)).

Obserwacje z wieczoru są zatrważające:
Coraz młodsze dzieciaki wpuszczają do knajp. Po kilku zaczepkach byłam już na skraju histerii, a zatem potencjalnych zaczepiających pytałam czy chodzili do gimnazjum. Wszyscy chodzili.
Zaszczytne pierwsze miejsce antypodrywu wieczoru zdobył w moim prywatnym rankingu osobnik, któremu na potrzeby opisu sytuacji przydzielę ksywkę... "Gimnazjalista"
Gimnazjalista: To co porabiasz?
ja: (litości, to już nie macie lepszych pomysłów)... pracuję...
Gimnazjalista: Tak, fajnie, ja studiuję jeszcze...
ja: (już jestem na skraju roześmiania się, ale myślę, dam mu szansę, może chłopak miał ciężkie przeżycia i po prostu coś tam zawalił, zresztą widać, że się stresuje) a chodziłeś do gimnazjum?
Gimnazjalista: (spoglądając na mnie jakbym była niedorozwinięta) no tak... skoro jestem na studiach to musiałem skończyć podstawówkę, gimnazjum, a potem liceum, no nie?

w tym momencie zabrałam drinka i oddaliłam się... O Boże! On był w gimnazjum... nawet gorzej... on nawet nie wiedział, że była inna możliwość.

Potem już nie chciało mi się "umilać" sobie czasu pogawędkami. Mówiłam każdemu wstępnie zainteresowanemu, że jestem mężatką pokazując pierścionek.

Też dobrze.

Zwieńczeniem wieczoru były najlepsze kanapki na świecie z sosem barbecue o 3 nad ranem w kuchni w domu moich Rodziców.

Rano, kiedy opisywałyśmy przy śniadaniu wszystkie nasze przygody poprzedniego wieczoru, usłyszałyśmy od mojej Mamy -
Mama: Czy Wy nie możecie w końcu dorosnąć?
My: Możemy, ale po co?!

:)
Miłej niedzieli!